Każde pokolenie myśli, że jest najważniejsze. Każde myśli, że to, co osiągnęło, to „szczyt ludzkości”.

W pewnym sensie każde ma rację, bo każde pcha świat o krok dalej w rozwoju.

Każde pokolenie popełnia jednak ten sam błąd – zachowuje się tak, jakby myślało, że jest ostatnie. Popada w pułapkę myślenia, że rzeczy powinny być dokładnie takie, jakie są teraz.

4 miliardy lat

Philippe Starck, jeden z najbardziej znanych współczesnych projektantów, mówi, że każdą pracę – nieważne, czy jest to mebel, hotel, wyciskarka do cytryny czy szczoteczka do zębów – zaczyna od przypomnienia sobie, w którym momencie historii jesteśmy i kim jest osoba, dla której projektuje.

Kim jest, jak się zachowuje, co jest dla niej oczywiste, jak wygląda cywilizacja, która stworzyła tę osobę. Następnie, aby zrozumieć jej położenie w historii cofa się do samego początku, do momentu w którym, jak to określa, byliśmy tylko bezkształtną zupą.

Co się z niej wyłoniło? Mała, bezmyślna bakteria. Potem staliśmy się większą bakterią, później rybą, żabą, ssakiem aż w końcu małpą i super-małpą. Musiało minąć około 4,5 miliarda lat, abyśmy mogli stać wyprostowani, z komputerem na biurku i iPhonem w kieszeni.

To jednak nie koniec. Starck przywołuje badania, według których nasze słońce eksploduje za około 4 miliardy lat.

To znaczy, że jesteśmy teraz dokładnie w połowie naszej historii. Tak jak bakteria nie miała pojęcia, czym i kim stanie się za kilka miliardów lat, tak i my nie mamy pojęcia, kim będziemy za następne cztery.

Jedno jest pewne – nie będziemy tacy sami.

Łatwo o tym zapomnieć, gdy czytamy o najnowszych technologiach bijących poprzednie na głowę, o kolejnych rekordach szybkości, miniaturyzacji czy transferze danych.

Myślenie, że oto jest osiągnęliśmy najwyższy punkt naszej cywilizacji, jest jednak błędne, aroganckie i, przede wszystkim, ogranicza naszą zdolność do innowacji.

Aby ustrzec się przed pułapką myślenia, że oto skończył się czas rozwoju, albo że rzeczy powinny być dokładnie takie, jakie są teraz, warto przyzwyczaić się do myśli, że jesteśmy dopiero w połowie drogi rozwoju, a ta ciekawsza część jest jeszcze przed nami.

Czy to nie ekscytujące?

Lepsza demokracja

Proponuję ci zatem ćwiczenie, które nazwałem lepszą demokracją. Ma ono oczywiście nieskończenie wiele wariantów. Dzisiaj możesz wypróbować jeden z nich. Pamiętaj, że jest to tylko mentalne ćwiczenie, taka intelektualna wycieczka.

Winston Churchill powiedział: „Stwierdzono, że demokracja jest najgorszą formą rządu, jeśli nie liczyć wszystkich innych form, których próbowano od czasu do czasu.”

Większość z nas nie chciałaby raczej żyć w żadnym z systemów społeczno-gospodarczych z minionych kilkuset lat. Możemy śmiało powiedzieć, że demokracja jest najlepsza, ale zdecydowanie nie idealna. Za sto lat też z pewnością będzie wyglądała inaczej. Oby!

Jednym z problemów demokracji, który chciałbym dzisiaj poruszyć, jest fakt, że wszyscy ludzie mają taki sam wpływ na decyzje wyborcze. To wynika bezpośrednio z powszechnie uznawanych praw człowieka, głoszących, że wszyscy są równi i że każde życie jest tak samo wartościowe. I choć w pełni zgadzamy się z równością ludzi, o tyle ciężko jest nie odnieść wrażenia, że nie wszyscy tak samo nadają się do tego, by rządzić państwem lub decydować o losach współobywateli.

Weźmy skrajny przykład. Na chwilę obecną dentysta, kochający mąż i ojciec, udzielający się w lokalnej społeczności ma taki sam głos podczas wybierania polityków jak pijak, który zmarnował cały majątek i śpi pod mostem.

Oczywiście łatwo tutaj ulegać generalizacji, uprzedzeniom itd, ale koniec końców, nikt nie ma wątpliwości, kogo wolałby mieć u steru. Albo który typ człowieka powinien mieć większy wpływ na decyzje, które podejmujemy.

O to właśnie chodzi. O to kto, poza tak skrajnymi przykładami, powinien mieć większy wpływ na decyzje wyborcze.

Tym wstępem, przechodzimy do zadania. Zastanów się nad tym, w jaki sposób, komu i dlaczego należałoby „zwiększyć” prawa wyborcze, na przykład poprzez jakiś mnożnik. Postaraj się stworzyć klucz, który decydowałby się, kto będzie miał jaki wpływ na wyniki głosowania.

Klucz

Dam ci przykład. Mi w pierwszej chwili przychodzi do głowy, że osoby inteligentniejsze powinny mieć większe prawa wyborcze niż osoby mniej inteligentne. Pojawia się jednak wiele problemów. Jak mierzyć inteligencję? Czy poziom IQ wystarczy? A może jeszcze EQ? Ponadto, czy to w ogóle wystarczy? Czy wolimy u steru genialnego bankiera, który jest złodziejem, czy wolelibyśmy mniej inteligentnego, ale uczciwego człowieka? Jak w takim razie mierzyć dobro?

To może w drugą stronę, może więcej głosów powinni mieć przedsiębiorcy którzy budują wielkie firmy i potrafią mnożyć bogactwo? To miałoby sens, ponieważ potrafiliby budować bogactwo narodu. Wiemy jednak, jak wiele skutków ubocznych potrafi mieć dążenie do zysku i maksymalizowanie efektywności. Konsekwencje społeczno-ekologiczne już teraz rzucają się w oczy.

Może w takim razie „zieloni”, osoby, które dbają o środowisko, są nastawione na chronienie przyrody i człowieka? Ale czy wtedy osiągnęlibyśmy maksimum naszego rozwoju jako cywilizacja, gdyby rozwój gospodarki która napędza rozwój technologi nie byłby możliwy? Pytanie, czy w ogóle potrzebujemy maksimum rozwoju technologicznego?

Esencja

To oczywiście dopiero początek. Ale coś ciekawego już się wyłania: to jak wiele stereotypów, i biało-czarnych podziałów rządzi naszym myśleniem.

Tego typu intelektualne wycieczki pozwalają nie tylko nauczyć się konstruktywnego myślenia i proponowania nowych rozwiązań, ale przede wszystkim, pozwalają nam zagłębić się w nasze wartości i rozumienie świata.

Podejmując się tego typu wyzwania wystarczająco często zrozumiemy, że nic nie jest stałe i że de facto wszystko zależy od umowy między ludźmi.

To dopiero będzie moment wyzwolenia który napędzi naszą kreatywność.

F.

Zdjęcie tytułowe: Filippo Minelli