Był 4 października 1957 roku. Środek zimnej wojny, cztery lata po śmierci Stalina i cztery lata przed ostatnim Kryzysem Berlińskim, a świat obiegła właśnie informacja, że Sowieci wystrzelili Sputnika – pierwszego satelitę okołoziemskiego. Ludzie wstrzymali oddech i oddali się tej cichej kontemplacji, jaka towarzyszy przeżywaniu chwil, które już teraz wiesz, że zmienią bieg historii. Tak było i tym razem.

Dwóch młodych naukowców, William Guier i George Weiffenbach, prowadziło właśnie ożywioną dyskusję w stołówce Instytutu Fizyki Stosowanej przy Uniwersytecie Johna Hopkinsa. Zaczęli się zastanawiać: czy ktoś próbował już posłuchać Sputnika? Jako sztuczny satelita musiał przecież wysyłać jakiś sygnał. Porozmawiali z kilkoma kolegami i okazało się, że nikomu wcześniej nie przyszło to do głowy.

Tak się złożyło, że Weiffenbach specjalizował się w odbieraniu mikrofal i miał w gabinecie zestaw anten wraz ze wzmacniaczami. Sputnika nie było ciężko namierzyć. Okazało się, że Sowieci byli tak przestraszeni, że świat nie uwierzy w ich historyczny sukces, że ustawili częstotliwość radia na łatwe do namierzenia 20 MHz.

Już po chwili w pokoju wypełnionym „geekami” słychać było jedynie beep… beep… beep… przeplatane z podnieconymi oddechami. Ktoś zaczął notować poszczególne piknięcia, ktoś inny zauważył różnicę w częstotliwości i szybko zrozumieli, że dokonując prostych obliczeń matematycznych wykorzystujących krzywą Dopplera mogą policzyć, z jaką prędkością porusza się Sputnik oraz kiedy jest najbliżej, a kiedy najdalej ich anteny.

Gdy kilka tygodni później otrzymali dostęp do – zajmującego cały pokój – komputera UNIVAC, okazało się, że są w stanie określić dokładną orbitę, po której porusza się satelita.

Wszystko to mogłoby nie mieć znaczenia, gdyby nie zainteresowanie przełożonego, doktora Franka McClure, który zadał naukowcom proste pytanie: skoro udało się wam określić nieznane położenie latającego obiektu, wykorzystując znane położenie na Ziemi, czy nie moglibyście zrobić tego na odwrót? Określić nieznane położenie na ziemi, znając dokładne położenie w przestworzach?

McClure nie kierował się tylko czystą akademicką ciekawością. Amerykańska armia budowała właśnie nową flotę atomowych okrętów podwodnych. Nie wiedzieli jednak, jak precyzyjnie określić położenie okrętów, żeby rakiety wylądowały dokładnie na Placu Czerwonym w Moskwie.

Tak właśnie narodził się system GPS*.

Jeden z największych projektów technologicznych naszych czasów zaczął się od chłopięcej ciekawości kilku inżynierów, a trzydzieści lat później został udostępniony przez Ronalda Reagana jako otwarta platforma dostępna dla każdego.

Ta historia to nie tylko ciekawa anegdota, to przede wszystkim doskonała ilustracja tego, jak rodzą się innowacje.

MIT 1 – Innowacja to przebłysk geniuszu

Jeden z najsłynniejszych „momentów eureki” przeżył Charles Darwin, któremu, jak napisał w liście do siostry, podczas czytania jednej z prac Malthusa „wpadła do głowy” koncepcja podstawowego algorytmu doboru naturalnego.

Jednak wspaniały moment olśnienia, na który czeka tak wielu naukowców i artystów – moment utożsamiany z przejawem geniuszu – okazał się wcale nie taki przypadkowy.

Odkrył to 143 lata później, Howard Gruber, badając, jak znani naukowcy dokonywali swoich kluczowych odkryć – przeglądał między innymi dzienniki Darwina. Badacz zapisywał w nich wszystko: każdy najdrobniejszy szczegół ze swojej wyprawy na Beagle i każdy pomysł, który wpadł mu do głowy.

Gruber zauważył, że Darwin praktycznie już miał dopracowaną teorię naukową, i to na wiele miesięcy przed słynnym „momentem eureki”. Wszystkie dane, wszystkie elementy teorii były już znane i dostępne. Nie zostały tylko jeszcze ostatecznie doprecyzowane słowami. Długotrwałe zgłębianie zagadnienia doprowadziło do olśnienia.

Nie wspominając już o ponad trzydziestu latach pracy, podróży na wyspy Beagle, badaniach i publikacjach.

Przełomowe odkrycia nie przydarzają się przypadkowym ludziom.

Cytując Ludwika Pasteura, można powiedzieć, że „szczęście sprzyja przygotowanym”. Te same sytuacje bowiem dla jednych mogą nie mieć żadnego znaczenia, pozostać nieco dziwnym incydentem, a dla innych staną się źródłem inspiracji, która w końcu doprowadzi ich do innowacji.

Sam moment zrozumienia przychodzi nagle, ale jest poprzedzony licznymi próbami rozwiązania problemu, dziesiątkami badań, lub wieloma, często nieudanymi, próbami rozwinięcia biznesu.

MIT 2 – Innowacja jest pierwsza

Czytając o sukcesach znanych ludzi można odnieść wrażenie, że oto urodzili się geniusze, wizjonerzy, którzy przebili głową wszystkie mury, żeby tylko zrealizować pomysł i sprawić, żeby wszystkim nam żyło się lepiej.

W praktyce jednak okazuje się, że ich wielkie wizje nie pojawiły się w momencie urodzenia, a raczej ukazały się jako okazje w trakcie podróży.

Weźmy na przykład Yngve Bergqvista, który zbudował pierwszy lodowy hotel, na długo przed tym, gdy taki pojawił się w Die another day. Można by pomyśleć, co za geniusz, wymarzył sobie wspaniałe przedsięwzięcie, które teraz jest jedną z najważniejszych atrakcji na północy Szwecji, gdybym tylko ja wpadł na taki pomysł!

Prawda jest jednak taka, że Bergqvist chciał jedynie „sprzedać zimę”, co nie jest skądinąd bardzo zaskakujące, jeśli pochodzisz z krainy lodu i śniegu.

Jego pierwszą próbą było zorganizowanie wystawy rzeźby lodowej. Zaprosił więc japońskiego artystę, który przygotował eksponaty, ale wystawa cieszyła się umiarkowanym sukcesem.

Rok później zaprosił Francuza Jannot Derid, który zorganizował podobną wystawę, dla urozmaicenia mieszczącą się w sporych rozmiarów igloo. Tym razem zainteresowanie było dużo większe, do tego stopnia, że w pobliskich hotelach zabrakło miejsc. Zmartwieni turyści zapytali się więc, czy nie mogliby spędzić nocy w igloo, które jak wiadomo, bardzo dobrze trzyma ciepło. Tak więc w śpiworach, leżąc na skórze reniferów, stali się pierwszymi gośćmi hotelu.

Jeszcze tego samego roku powstał gotowy hotel. Co roku jest budowany od nowa i topnieje z nadejściem wiosny.

Wielcy innowatorzy to ludzie, którzy – zajmując się swoimi sprawami, podążając za jakąś wizją – natrafili na sprzyjające okazje.

MIT 3 – Innowacja jest czymś całkowicie nowym

Często, poszukując innowacji – szczególnie w biznesie – staramy się tworzyć zupełnie nowe, niespotykane wcześniej rzeczy. Tym czasem większość innowacji jest połączeniem znanych dotąd elementów, ale w nowy sposób. Przykładów można mnożyć tysiące, pomyśl jednak o najsłynniejszym z nich.

Gdy w XIV wieku Gutenberg wynalazł druk, wszystkie elementy, jakie wykorzystał, były w użyciu już od setek, jeśli nie tysięcy lat. Papier był znany od 1800 roku przed naszą erą, tusz od roku 180 p.n.e., ruchoma czcionka – od 400 lat, a manufakturę wynaleziono na 100 lat przed Gutenbergiem.

Wkładem wynalazcy, niebagatelnym oczywiście, było całkowicie nowy sposób połączenia tych elementów. Szukając innowacji warto więc zastanowić się, jak połączyć znane elementy w nowy sposób. Wydaje się, że im dalsze od siebie elementy połączymy, tym większą innowację otrzymamy. Jak na przykład połączenie bikini i burki. Daleko, prawda?

Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że nie ma dwóch bardziej odległych rzeczy. Postanowiła je połączyć Aheda Zanetti – emigrantka z Libanu, skonfrontowana z australijską kulturą życia na plaży. W efekcie powstało Burqini – zakrywające całe ciało ubranie z szybkoschnącego materiału, znacznie wygodniejsze do pływania niż pełen czador.

SNN1320A_280_865702a

Założona przez Zanetti firma Ahiida sprzedaje takie kostiumy za prawie 400 złotych, a wartość przedsiębiorstwa rośnie z roku na rok.

Łączenie dziedzin to recepta na innowację, ale przede wszystkim na innowacyjny zespół. Współcześnie najbardziej kreatywne zespoły to te, w których spotykają się eksperci z różnych dziedzin.

To właśnie pokazuje historia GPSu, gdzie choć wszyscy uczestnicy byli ukierunkowani na fizykę, to jednak każdy miał swoją wąską specjalizację. Dopiero po połączeniu ich płaszczyzn wiedzy udało się wyśledzić satelitę orbitującego dookoła Ziemi.

Esencja

Czego więc możemy się nauczyć obalając te kilka mitów na temat innowacyjności?

Po pierwsze, aby doznać efektu oświecenia, nie wystarczy biernie czekać i rozglądać się dookoła. Potrzebne jest konkretne, systematyczne działanie. Innowacja ukaże się jako okazja, gdy będziemy zajęci rozwiązywaniem problemów lub usprawnianiem naszego biznesu.

Po drugie, aby mieć z czym pracować, musimy zacząć z tym, co już mamy. Nie warto czekać na genialny pomysł na biznes, lepiej zacząć realizować najzwyklejszy pomysł, który przyjdzie nam do głowy, bo są duże szanse, że z biegiem czasu odkryjemy coś, co okaże się dla nas przełomowe. Nawet NOKIA, niegdyś potentat rynku telefonów komórkowych, zaczynała jako fabryka kaloszy.

Po trzecie, najbardziej innowacyjne firmy to te, które tworzą zespoły na przecięciu różnych dziedzin i specjalizacji, oraz które umożliwiają łatwy przepływ wiedzy. IDEO, jedno z najbardziej kreatywnych studiów projektowych stworzyło metodologię Design Thinking, która zakłada, że w zespole oprócz ekspertów z danej dziedziny powinny się również znajdować przypadkowe, niezwiązane z nią osoby, dzięki którym to, co komuś wydaje się oczywiste, będzie mogło zostać odkryte na nowo.

F.

* Przykłady pochodzą z wystąpienia Stevena Johnson na TED

* Historia pochodzi z książki The Medici Effect 

* Zdjęcie tytułowe: bjaglin