Decyzje, decyzje, decyzje… Gdzie nie spojrzę, wszędzie decyzje, a sensownych ani śladu.

Łatwe i trudne, poważne i trywialne. Zdaje się, że życie mija od decyzji do decyzji, a jednak wciąż tak ciężko się je podejmuje.

Ostatnio byłem świadkiem podejmowania decyzji o tak zwanym życiowym charakterze. Dzięki temu, że byłem niejako obok, miałem szansę zauważyć coś, co wcześniej zazwyczaj mi umykało:

To, jaką decyzję podejmiesz, jest dużo mniej ważne od tego, jak ją podejmiesz.

Historię piszą zwycięzcy

To ciekawe, ale nawet coś pozornie tak martwego jak historia jest ciągle na swój sposób żywe. Wydarzenia z dzisiaj decydują, jak interpretujemy te z przeszłości. Sprawiają, że piszemy historię do nowa, mimo że zasadnicze fakty nie uległy zmianie.

Tak jak zwycięzca decyduje o tym kto jest „zły”, a kto jest „wybawicielem”, tak samo uczynki są bagatelizowane, nazywane złem koniecznym, dramatyzowane lub moralnie ganione. To, czy ktoś zostanie bohaterem narodowym zależy nie od tego, jakie ma poglądy, a raczej od tego, czy uda mu się zwyciężyć i samemu się nim ogłosić.

Pokażę to na przykładzie.

Wyobraź sobie, że dostajesz ofertę pracy. Niczego akurat nie szukasz, obecna praca jest w porządku, jednak znajomy znajomego miał polecić kogoś kompetentnego i trafiło na ciebie.

Co teraz zrobisz? Wybór zdaje się być zero-jedynkowy, tak albo nie, w praktyce jednak masz dokładnie cztery opcje.

Bo istnieją cztery zasadnicze sposoby podejmowania KAŻDEJ decyzji.

TAK – pozycja siły

Możesz postanowić, że rezygnujesz z dotychczasowej pracy i spróbujesz szczęścia w nowej firmie. Widzisz, że na obecnym polu możliwości rozwoju są już wyczerpane, dalej nie pójdziesz, a nowy rynek, na którym będzie działała firma, wydaje się bardzo ekscytujący.

Decydujesz się zaryzykować, bo warto działać teraz, zanim się zestarzejesz. W nowo powstałej firmie można się dużo więcej nauczyć i zostać potem kimś ważnym. Nawet jeżeli nic z tego wyjdzie, to i tak na twoją duszę czeka jeszcze mnóstwo różnych korpo.

Niezależnie od tego, co się wydarzy – jesteś zwycięzcą.

TAK – pozycja słabości

Przyjąć tę ofertę można jednak z zupełnie innych powodów. Możesz na przykład stwierdzić, że chociaż masz satysfakcjonującą pracę, która daje ci możliwość rozwoju na dużych i ciekawych projektach, to przejdziesz teraz do mniejszej firmy, bo możesz już nigdy nie mieć okazji wyrwać się z korporacji.

Ponadto czekają cię niedługo nowe, trudne projekty i boisz się, że nie dasz rady. Może więc lepiej uciec teraz, póki masz jeszcze dobrą opinię, niż później zaliczyć zwolnienie?

Zresztą widzisz znajomych, którzy rzucają pracę, żeby zakładać start-upy i boisz się, że tobie nigdy się to nie uda. Bierzesz więc nową ofertę mimo, że rynek zupełnie cię nie pociąga, tylko po to, żeby też zaliczyć taki etap w życiu.

NIE – pozycja siły

Ta sama sytuacja może wyglądać całkowicie inaczej, jeżeli nie zdecydujesz się podjąć nowej pracy.

Zapoznajesz się z ofertą, dowiadujesz się trochę o rynku, o nowej technologii i przede wszystkim o założycielach. Widzisz, że propozycja jest bardzo ryzykowna, a nawet jeżeli się uda, to nie będzie zbyt dochodowa. Podejmujesz decyzję, żeby zostać, bo firma, w której pracujesz, daje dużo większe możliwości.

Dodatkowo wiesz, że w najbliższym czasie pojawią się nowe, trudne projekty i widzisz w nich swoją szansę, żeby się wybić. Już nawet nie wspiąć się w hierarchii, ale wiedząc, że chcesz kiedyś pójść na swoje, dobrze mieć te projekty w swoim portfolio.

NIE – pozycja słabości

Zostać w pracy można i z innych powodów. Wystarczy, że przestraszysz się nowego wyzwania. Obecna praca średnio ci odpowiada, ale „to nowe wyzwanie, i ta niepewność i rynek taki ryzykowny”. Chcesz, bardzo chcesz przyjąć propozycję, ale twoje biurko wydaje się być teraz tak blisko okna, tyle czasu spędzonego na walce o to… Jeszcze miesiąc i pewnie w końcu dadzą ci ten awans!

Zostajesz w pracy, mimo że nie czujesz się z tym do końca dobrze. Nie potrafisz zrezygnować z tego, co już masz, na rzecz tego, co mieć możesz. Czujesz się jak osoba, która poślubiła kogoś antypatycznego tylko dlatego, że bała się, że nie znajdzie już nikogo innego.

* * *

Co wybierzesz?

Możesz odnieść wrażenie, że rozważam zostanie lub odejście z czterech różnych miejsc pracy – to jednak nieprawda. Każdy wybór opiera się i wynika z opinii, które z kolei kształtują się na podstawie porównań.

Każdy z tych scenariuszy może zaprowadzić do sukcesu lub do porażki. Nie liczy się więc to, jaką decyzję podejmiesz, tylko dlaczego to zrobisz.

Szybkie złamania

Istnieje powszechna zgoda co do tego, że szybkie złamania są lepsze niż Niekończąca-Się- Opowieść o wzlotach i upadkach miłości, która i tak zawsze kończy się tragicznie.

Tak samo jest z podejmowaniem decyzji.

Gdy podejmujesz decyzje z perspektywy siły, działa to właśnie jak szybkie złamanie. Podejmujesz decyzję i zamykasz temat. Oddech wojownika – ucinasz dyskusję i zostawiasz ją za sobą. Przestajesz roztrząsać, czy odejść, czy zostać, i skupiasz się w pełni na tym, co cię czeka.

Będzie to miało szczególne znaczenie, gdy sprawy zaczną iść kiepsko, a prędzej czy później zaczną – zawsze i wszędzie. Trzymając się firmowego przykładu, albo będziesz tęsknić za biurkiem dość blisko okna, albo marzyć o wolności w nowej firmie.

Tak czy inaczej, będziesz jedną nogą w przeszłości, a drugą w przyszłości – wiesz, w jakie miejsce trafia wtedy teraźniejszość?

Zamiast skupić się na nowych wyzwaniach, być otwartym na okazje i skupić cały swój umysł i intuicję na pokonywaniu przeszkód, połowę, jeżeli nie większość zasobów oddelegujesz do ponownego roztrząsania tamtej decyzji – mimo że to już nie ma żadnego znaczenia.

Gdy stoisz więc przed jakimkolwiek wyborem, zastanów się przede wszystkim, co kieruje twoją decyzją. Najlepiej dokładnie rozpisz sobie to, o czym myślisz, w najprostszej matrycy na świecie, która jednak potrafi zdziałać cuda.

matrix

Zastanów się, skąd pochodzą emocje, które tobą kierują. Z jakiej perspektywy, pod jakim kątem zaatakujesz nowe wyzwanie. Wejdziesz w biznes z podniesioną głową, czy będziesz się bać?

Decydując się na nie – czy wynika to ze strachu, czy jest świadomą, przemyślaną decyzją?

Bardzo często, gdy zdasz sobie sprawę, w której ćwiartce teraz jesteś, albo gdy rozpiszesz sobie opcje, jedna z decyzji okaże się oczywista.

Wątpliwości

To zdroworozsądkowe podejście, żeby podejmować decyzje szybko i już ich nie roztrząsać, ma swoje uzasadnienie w nauce.

Dan Gilbert przeprowadził eksperyment na Harvardzie, w którym zaprosił kilka osób na kurs fotografii. Każdy dostał lustrzankę i miał przejść się po kampusie, żeby zrobić dziesięć zdjęć i później nauczyć się je wywoływać. Następnie wybierali dwa najlepsze kadry i spędzali kilka godzin w ciemni.

Każdy z uczestników miał możliwość zatrzymania jednej fotografii na pamiątkę, druga trafiała do archiwów jako dowód przeprowadzonego kursu. Tutaj jednak wszystko się zmieniało.

Pierwsi uczestnicy mieli na podjęcie decyzji tylko kilka minut, ponieważ już godzinę później fotografie miały zostać zapakowane i na zawsze zamknięte.

Druga grupa też wybierała jedno zdjęcie, ale miała jeszcze cztery dni na ewentualną zmianę decyzji. W każdej chwili mogła zamienić jedno zdjęcie na drugie. Gilbert oferował im nawet, że dzień przed wysyłką przyjdzie do nich do akademika z drugim kadrem, żeby mogli podjąć ostateczną decyzję.

Możesz wybierać – gdzie chcesz trafić? Intuicyjnie wybierasz pewnie tą drugą, bo wszyscy lubimy zostawiać sobie otwarte opcje. W praktyce jednak skazujesz się w ten sposób na wieczne niezadowolenie ze swojego wyboru.

Gilbert poprosił każdego z uczestników, by ocenił, czy jest zdjęciem usatysfakcjonowany, czy nie. Badał to w momencie podejmowania decyzji i pięć dni później. W obu przypadkach osoby pozostawione bez wyboru były zdecydowanie bardziej zadowolone ze swojego zdję- cia.

Z drugiej strony osoby, którym pozostawiono otwartą opcję, niezależnie czy decydowały się na zmianę, czy nie, były niezadowolone ze swojego kadru. Nawet kilka dni po tym, jak decyzja zapadła, one wciąż się zastanawiały, czy odpowiednio wybrały – i nie potrafiły cieszyć się z tego, co im zostało.

Znaczenie słowa odpowiedzialność…

Mój tata często powtarzał – czego oczywiście nie dało się słuchać i tym bardziej boli, że okazało się prawdziwe – że zawsze lepsza jest zła decyzja niż brak decyzji.

To może zabrzmieć jak truizm, ale zawsze powinniśmy starać się, żebyśmy to my podejmowali decyzję. Bardzo często tak bardzo boimy się podjąć jakąkolwiek, że zgodzimy się na wszystko, nawet na gorszą opcję, byle tylko ktoś wybrał za nas.

To w sumie nie jest strach przed decyzją samą w sobie, tylko przed odpowiedzialnością.

Panicznie boimy się brać odpowiedzialności za własne życie, bo wtedy mogłoby się okazać, że popełniamy błąd, a to jest przecież takie nieznośne!

Przede wszystkim jednak przyjemniej jest móc powiedzieć, że to przez kogoś jesteśmy w kiepskiej sytuacji, niż przyznać się, nawet samemu przed sobą, że gdzieś tam popełniliśmy błąd i jesteśmy w nieciekawej sytuacji.

W przypadku, o którym rozmawialiśmy, brakiem decyzji byłoby tak długie zwlekanie z odpowiedzią na ofertę nowej pracy, aż znaleźliby kogoś innego na to stanowisko. Wtedy można byłoby nareszcie głęboko odetchnąć, bo zniknęłaby konieczność podjęcia decyzji. W praktyce to jednak oznacza oddawanie steru w czyjeś ręce i modlenie się, żeby okazał się przyzwoitym kapitanem.

To szczególnie ważne przy porażkach, bo wtedy dużo trudniej – wbrew pozorom – jest się z nich podnieść.

Gdy wydaje nam się, że biznesowa katastrofa wydarzyła się przez kogoś innego, to tak jak- byśmy rzucali kotwicę i mówili, „Ja się już stąd nie ruszam”. Zamykamy się na wszelki feedback, przestajemy analizować i oddajemy „siłę” w cudze ręce. Stawiamy się w perspektywie skrzywdzonej ofiary.

Ofiary mają to do siebie, że są bezsilne.

Jeżeli jednak przyjmiemy, że błąd wynikał z naszej winy, wtedy stawiamy się w pozycji zwycięzcy, który wkrótce wyciągnie wnioski i wróci do gry.

Wiem to doskonale, bo byłem w podobnej sytuacji, gdy zatrudniłem osobę, która – co okazało się po fakcie – nie posiadała wymaganych na stanowisku umiejętności. W przypływach rozgoryczenia mam do niej żal, ale wtedy zawsze decyduję (tak, to jest świadoma decyzja), żeby wziąć winę na siebie i powiedzieć, że to ja nie zweryfikowałem jej umiejętności, gdy był na to czas.

Momentalnie czuję się silniejszy, bo wiem, że wszystko zależało ode mnie. To oznacza, że następnym razem też będzie zależeć ode mnie. Mogę być spokojny i rzucać się na kolejne wyzwania, bo cała siła zostaje w moich rękach.

Esencja

Kilka tygodni temu pisałem, że tak naprawdę nigdy nie wiadomo, które decyzje będą miały największy wpływ na nasze życie. Można to ocenić tylko z perspektywy czasu. Wydaje się więc, że najważniejsze jest to, z jakim nastawieniem, z jakim stanem umysłu wejdziemy w nowe wyzwanie.

Albo będziemy zwycięzcami nastawionymi na przebijanie głową murów, albo ofiarami, wciąż zajętymi roztrząsaniem decyzji.

Synchroniczność, o której pisał już Carl Gustav Jung, i tak podsunie nam wszystkie narzędzia, które będą potrzebne, żeby odnieść sukces na drodze, którą obierzemy.

Pytanie tylko, czy będziemy mieli oczy na tyle otwarte, żeby je dostrzec.

F.

* Zdjęcie tytułowe: Frank Müller