Bill Russell był jednym z najlepszych gracz w historii NBA. Mimo to przed każdym meczem wymiotował. Zjadały go trema i stres. Gdy tylko wszedł na boisko, był już w swoim żywiole, ale w szatni ledwo żył.

W ten sposób zdobył 10 tytułów i stał się ikoną koszykówki.

Pewnego dnia w 1967 roku, przygotowując się w szatni przed meczem, czuł się dobrze. Żadnych wymiotów, żadnych konwulsji, żadnych problemów. Zapowiadało się, że w końcu dojrzał jako sportowiec i nauczył się kontrolować emocje. Tym czasem był to jeden z najgorszych meczy w jego karierze i przedsmak najgorszego sezonu w historii drużyny.

Po fatalnym roku, w którym Philadelphia 76ers zdobyli mistrzostwo, przyszedł czas na kolejny sezon. Tym razem przed meczem Billy’ego Russella skręcało tak bardzo, że mało brakowało, a nie wyszedłby na boisko. Wymiotował niemal do pierwszego gwizdka, ale gdy wyszedł na swoją scenę, każdy wiedział, że Król Wrócił. Boston Celtics zdobyli swój kolejny tytuł.

Emocje

Sztuka, kreatywność, sport… Wszystko, co łączy ze sobą aktywność twórczą, ciągnie za sobą mnóstwo emocji. Niektóre z nich pomagają tworzyć, inne przeszkadzają – są jednak nieodłączną częścią kreatywności.

Wiele osób, które tworzą, cierpi, ponieważ spotykają się z emocjami, które w takiej intensywności i formie nie występują w życiu codziennym. Nieprzygotowani na to, wyciągają z nich niewłaściwy wniosek – że to z nimi jest coś nie tak. Ja też tak miałem, dopóki od kilku osób nie usłyszałem, a u kilku innych nie przeczytałem, że mają dokładnie tak samo.

Wtedy z uczucia „jest ze mną coś nie tak”, przeszedłem w poczucie „jestem częścią wspólnoty”. Nie muszę chyba mówić, jak przyjemna i ważna była to dla mnie zmiana.

Poniżej opiszę kilka najważniejszych i najczęstszych stanów emocjonalnych, które pojawiają się w trakcie tworzenia. Część może wydawać się oczywista, część nieistotna, ale pamiętaj, że każdy proces twórczy jest inny i nigdy nie wiesz, co wydarzy się przy następnym projekcie lub gdy przejdziesz na inny etap.

Jak zawsze, ważna jest samoświadomość i obserwowanie własnego ciała. Część emocji bowiem objawia odlegle od swojej pierwotnej przyczyny.

Odkładanie pracy

To pewnie jeden z najczęstszych i najtrudniejszych stanów, w jakie może popaść twórca. Jaka jest najczęstsza wymówka, żeby nie zająć się tworzeniem? Brak czasu. Praca, studia, partner lub dzieci, gdy w końcu się pojawią. Czasami rzeczywiście trudno jest usiąść i zacząć pracować, prawda jest jednak taka, że w większości wypadków jest to raczej kwestia organizacji, zrezygnowania z jakiejś innej przyjemności lub ustalenia priorytetów z partnerem.

Cóż więc może być czynnikiem, który zazwyczaj sprawia, że nie robimy tego jednego kroku, żeby zacząć tworzyć? Zazwyczaj jest to jakaś forma strachu.

Czego można się bać? Przede wszystkim odsłonięcia kart. Dopóki planujemy coś napisać, namalować, skomponować, to jak ciągłe podbijanie stawki w pokerze. Wszystko może się wydarzyć i czujemy ekscytację. W końcu jednak pada „sprawdzam” i wtedy okazuje się, jak dobre było nasze dzieło.

Nie zrozum mnie źle. Nie ma złych dzieł. Są tylko takie, które nie spełniają naszych bądź cudzych standardów i oczekiwań.

Bezpieczniej jest więc siedzieć w zamknięciu swojego wyobrażenia o tym, że jesteśmy wspaniałymi pisarzami lub mamy wielki talent, niż przekonać się, jak jest naprawdę. Podświadomie boimy się momentu, w którym nie ma już odwrotu. Dotyczy to tak początkujących, jak i doświadczonych twórców, którzy mieli dłuższą przerwę lub chcą zabrać się za nowy, trochę inny projekt.

Bardzo szybko z kilku dni potrafią zrobić się tygodnie, miesiące, a nawet lata. Pewnego dnia budzimy się i nie pamiętamy, kiedy ostatnio mieliśmy „pióro” w rękach.

Czego jeszcze można się bać? Nakładu pracy, który potrzebny jest żeby wrócić do formy, ilości czasu, której wymaga nowy projekt, niezrozumienia ze strony osób dla, których wcześniej mieliśmy dużo więcej czasu… Nie sposób wymienić wszystkiego.

Zastanów się więc, co kryje się za odwlekaniem stworzenia dzieła, które już dawno miało uczynić cię sławnym i spełnionym?

Twórcza ekscytacja

To z kolei uczucie, czy raczej stan, dla którego każdy z nas chwyta swoje narzędzie i zaczyna tworzyć. To uczucie, gdy słowa same spływają z pióra, pomysły zaczynają piętrzyć się na biurku i odkrywamy w sobie ruchy, o których istnieniu nie mieliśmy pojęcia. To poczucie, że jesteśmy przekaźnikiem, że coś znacznie większego i potężniejszego od nas, kieruje każdym ruchem!

Jakże łatwo uzależnić się do tego uczucia!

To z kolei sprowadza nas do kolejnego, bardzo ważnego problemu…

Brak natchnienia

Od pracy pod wpływem natchnienia tak łatwo się uzależnić, że wielu artystów przestaje najpierw chcieć, a później potrafić pracować bez niego. Mogło by się to wydawać dziwne, jak można pracować bez natchnienia?

Większość utytułowanych twórców, pisarzy, którzy napisali kilka książek, projektantów, którzy mają na koncie wiele skończonych dzieł, muzycy z listą kilku płyt, wszyscy powtarzają jedno – przy biurku najpierw pojawiasz się ty, dopiero później twoja kreatywność.

To bardzo ważne.

Natchnienie to specyficzna istota – zdaje się mieć swoje fanaberie i zupełnie nieregularny grafik. Jeżeli jednak za każdym razem będziesz na nie czekać, zanim siądziesz do pracy, może się okazać, że nigdy do ciebie nie przyjdzie.

Pracowanie tylko pod wpływem natchnienia jest jak chodzenie na siłownię tylko w dni, gdy czujemy, że padnie nasz prywatny rekord. Głupie, prawda? A jednak bardzo wiele osób tak robi.

W zasadzie porównanie z siłownią jest doskonałe, ponieważ pokazuje coś jeszcze. Tworzenie wyjątkowych dzieł jest bardzo często kwestią doskonałego rzemiosła. Jak często zdarza się, że chcemy coś wyrazić, ale brakuje nam słów lub gestów? Mam tak coraz rzadziej z pisaniem, ale wciąż bardzo często, gdy maluję. To nic innego jak brak warsztatu – tego z kolei nie da się wypracować, jedynie czekając na natchnienie lub pracując tylko wtedy, gdy przyjdzie.

Twórcy odnoszący sukces, czy to komercyjny, czy tylko dla siebie, mają jedną wspólną cechę – pracują codziennie lub bardzo systematycznie i zawsze siadają do biurka, zanim pojawi się obok nich wena.

Blokada twórcza

To poniekąd siostra braku natchnienia, ale pojawia się zazwyczaj już w trakcie pracy. Bardzo wyczerpująco opisałem to zjawisko we wpisie o 37 sposobach na pokonanie blokady twórczej. Zajrzyj tam, nie tylko po wiedzę, ale też po praktyczne wskazówki, jak sobie z nią radzić.

Błądzenie we mgle

To inaczej wątpienie w swoją pracę, lub ślepa uliczka – chciałem jednak nadać temu trochę bardziej praktyczny charakter.

Bardzo często, gdy tworzymy, poruszamy się w różnych kierunkach. Piszemy zdanie na dwa-trzy sposoby, żeby znaleźć ten właściwy punkt zaczepienia. Próbujemy różnego brzmienia, różnej intensywności ruchu. Czasem wystarczy drobne dostrojenie, ale czasami czujemy, że stoimy w miejscu lub że nie mamy pojęcia, co teraz zrobić.

Wtedy musimy podjąć akt wiary i pójść kilka kroków do przodu, nie wiedząc gdzie nas to zaprowadzi. Zacznij eksperymentować, wystrzeliwać z siebie słowa jak z karabinu – wciąż wierząc, że to właściwe gdzieś głębiej na ciebie czeka.

Wiara w to, że przezwyciężymy nasze blokady lub że wespniemy się na wyżyny kreatywności jest kluczem do twórczości w każdej dziedzinie.

Depresja poporodowa

Właśnie to uczucie skłoniło mnie do napisania dzisiejszego postu.

Wiele kobiet tuż po urodzeniu dziecka, ze względu na skrajne wyczerpanie, olbrzymią ilość hormonów i adrenaliny oraz kłębiące się emocje wpada w depresję poporodową. Niektóre ogarnia apatia, inne zaczynają nienawidzić siebie lub swojego dziecka. Jeżeli są wtedy pozbawione należytej opieki i miłości, może dojść do tragedii. Psychologia i prawo znają jednak ten stan i część kobiet uniewinniana jest nawet wtedy, gdy popełnią zbrodnię – ponieważ emocje, pod wpływem których działały, uzasadniają stwierdzenie, że sprawczynie nie były zdolne do kierowania swoimi czynami lub nie miały świadomości tych czynów.

Twórczość to oczywiście tylko namiastka porodu, ale ilość emocji i skoków pomiędzy nimi jest bardzo podobna. Tak samo jak uczucie pustki, które następuje później.

Doświadczam tego zawsze w mniejszej lub większej skali i wiem, że każdy, kto jest związany z kreatywnością, zna to uczucie. Czasem zdarza mi się zacząć nienawidzić obrazu tuż po ostatnim pociągnięciu pędzlem. Tak samo za każdym razem, gdy skończę pisać, mam wrażenie, że to najgorszy tekst w moim życiu.

To bardzo trudne uczucie. Świadczy jednak o tym, że twórczość była prawdziwa i że oddaliśmy jej kawałek siebie.

Ta depresja lub uczucie pustki jest najczęstszym powodem, dla którego ludzie piszą do szuflady lub nie chcą ujawniać się ze swoim talentem. Możesz też bać się powrotu tego stanu i ze względu na niego odraczać twórczość na samym początku.

Nie staraj się jednak uciec od pustki – potrzebujesz jej. Po każdym wysiłku potrzebny jest odpoczynek. To naturalny cykl rzeczy. Jeżeli nie dasz sobie czasu na regenerację, grozi ci wypalenie zawodowe lub nawet obłęd.

Esencja

Przez większość czasu, gdy tworzysz, będziesz skakać pomiędzy jednym stanem emocjonalnym a drugim. Od ekscytacji i natchnienia do ślepej uliczki i załamania.

Proces twórczy potrafi być bardzo wyczerpujący, dlatego zadbaj o siebie i daj sobie czas na regenerację.

Bardzo ważne jest, aby nie przyzwyczajać się do emocji. Staraj się zawsze utrzymać czysty umysł i nie zniekształcać tego, co robisz, przez to co myślisz, o tym co robisz. Co to znaczy? Być może tak bardzo przyzwyczaisz się do silnej depresji poporodowej, że gdy pewnego dnia się nie pojawi będziesz myśleć, że dzieło jest niekompletne. To nieprawda, ale łatwo jest wpadać w podobne schematy.

Staraj się też zawsze zachować szczerość względem siebie. Gdy pojawi się niechęć lub ekscytacja czymś nowym, zastanów się, czy to przypadkiem nie próba ucieczki od trudnego momentu w projekcie i strach przed tym, że nie uda ci się go skończyć.

Każdy twórca powinien otoczyć się armią strażników, którzy ochronią go, gdy poczuje się zbyt wrażliwy lub podniosą go, gdy poczuje się słaby.

Twórczość potrafi wyczerpywać, ale jest też najbardziej satysfakcjonującym i dającym uczucie prawdziwego spełnienia zajęciem. Jeżeli czujesz, że potrzebujesz zajmowania się nią, to znak, że po to powołano cię do życia.

Ciesz się tym, ale miej oczy i uszy szeroko otwarte.

Jakie uczucia i emocje najczęściej Tobą targają, gdy tworzysz, lub się do tego przymierzasz?

Może jest więcej emocji, z którymi zmagają się też inni? Podziel się nimi proszę w komentarzu poniżej.

F.

Zdjęcie tytułowe: tanakawho