Mężczyzna otworzył kopertę i okazało się, że wygrał Maseratti – najnowszy model.

Znajomi od razu okrzyknęli go najszczęśliwszym człowiekiem na Ziemi: Ty to masz farta – mówili – wygrać taki wspaniały samochód.

Mężczyzna odpowiedział: Być może.

Kilka dni później pędząc po autostradzie miał wypadek, w który kompletnie skasował pojazd.

Gdy znajomi odwiedzili go w szpitalu, powiedzieli: Co za niefart, dopiero co wygrałeś samochód, jeszcze nie zdążyłeś się nacieszyć, a już go rozbiłeś, ty to masz pecha.

Mężczyzna odpowiedział: Być może.

Nie minął tydzień, a po zboczu, u podnóża którego mężczyzna miał swój dom, zeszła lawina. Gdyby nie był w szpitalu, leżałby przygnieciony stertą kamieni i błota.

Znajomi z radością zakrzyknęli: Ty szczęściarzu! Gdyby nie wypadek, nie taki znowu straszny, to byś już z pewnością nie żył! Ty to masz w życiu farta.

Mężczyzna powiedział tylko: Być może.*

Miejsce

Co roku w sylwestra podsumowuję miniony rok. Ciężko tego nie robić, gdy wszędzie wokół ludzie wciąż rozliczają się ze swoich poprzednich postanowień i podejmują nowe. Ja robię to trochę inaczej.

Siadam do medytacji i przechodzę przez cały rok dzień po dniu. Czasem tydzień po tygodniu. Staram się przypomnieć sobie, co robiłem każdego dnia, o czym myślałem, z jakimi problemami się zmagałem i jak próbowałem je rozwiązać.

Co ciekawe, gdy spojrzysz na życie z lotu ptaka, okazuje się, że jego punkty zwrotne nie następowały w chwilach sukcesów, a raczej w chwilach, gdy coś się nie udało.

Znajdujesz nową wspaniałą pracę – punktem zwrotnym była utrata dotychczasowej.

Wygrywasz walkę – ale dlatego, że masz za sobą kilkanaście przegranych, z których wyciągasz wnioski.

Poznajesz nową osobę i okazuje się, że jest twoją bratnią duszą – a poznajesz tylko dlatego, że poprzedni związek się rozpadł.

W życiu najwięcej dobrego spotyka nas wtedy, gdy na to nowe i dobre zrobi się miejsce.

Niestety, nigdy nie jesteśmy wstanie przewidzieć, jakie konsekwencje – te długoterminowe – będą miały wydarzenia i decyzje w naszym życiu. Oczywiście, pierwszych kilka dni tuż po zerwaniu będzie ciężkich, ale jeżeli dzięki temu masz spotkać miłość swojego życia, to wydaje się to być ceną wartą zapłacenia.

Skoro nigdy nie jesteś wstanie przewidzieć, co wydarzy się w przyszłości, a twoja opinia na temat przeszłości nie ma znaczenia – to dlaczego by nie wybrać, że to właśnie jest punkt zwrotny, który prowadzi do czegoś nowego i lepszego?

Dlaczego wszyscy mnie lubią

Jeżeli znamy się dłużej, to pewnie wiesz, że wychodzę z założenia, że wszyscy mnie lubią. Możesz tylko nie wiedzieć dlaczego.

Powód jest bardzo prozaiczny – tak jest mi po prostu łatwiej.

Gdy spotykasz nowych ludzi, nigdy nie wiesz czy cię polubią, czy nie. Nawet kilka drinków później nie jesteś pewien. Niektórzy zachowują się w stosunku do ciebie bardzo miło, ale za plecami obrabiają ci cztery litery. Inny zachowują się jakby cię nie lubili, a tak naprawdę uważają, że jesteś duszą towarzystwa. Nigdy nie wiesz na pewno.

Ciekawy fakt jest taki, że gdy ty zastanawiasz się, czy inni cię lubią, oni robią dokładnie to samo. Marnujemy mnóstwo czasu na myślenie o tym, co myślą inni, zamiast po prostu lepiej się poznać.

Dlatego więc, zamiast zastanawiać się, czy ktoś mnie lubi czy nie, czy to co powiedziałem było śmieszne czy nie, czy trafiłem w ich gusta i tak dalej – po prostu zakładam, że wszyscy mnie lubią. Nie tracę czasu, energii i „teraźniejszości” na analizowanie i zastanawianie się nad tym. Jeżeli rzeczywiście mnie polubili, to spotkamy się jeszcze nie raz. Jeżeli nie przypadliśmy sobie do gustu, to i tak pewnie już się więcej nie spotkamy – więc co za różnica?

Nie chodzi oczywiście o to, że masz epatować chamstwem i mówić wszystko, co ci ślina na język przyniesie – to jest brak myślenia „przed”. Ja mówię o myśleniu „po”. O ciągłym analizowaniu tego, co było, i co inni sobie pomyśleli.

Gdy wyjdziesz z założenia, że większość i tak cię polubi, albo że lubi cię już teraz, poprawi ci się pewność siebie, wzrośnie spokój, naturalność i otwartość. Dzięki temu z kolei naprawdę zyskasz szansę na przyjęcie do towarzystwa.

Skoro twoja opinia – w tym przypadku – ma wpływ jedynie na własne samopoczucie i zachowania – dlaczego nie „wybrać”, że jest dobrze?

Synchroniczność

W życiu działa to bardzo podobnie. Nigdy nie wiesz, które zdarzenia będą miały na nie największy wpływ. Nigdy nie wiesz, kiedy następuje punkt zwrotny. Skoro nigdy nie wiadomo, to można złożyć, że wszystkie zmiany są na lepsze.

Tak jest po prostu zdrowiej.

Skoro de facto nie masz na to wpływu, a twoja ocena niczego nie zmieni, to po co o tym myśleć?

Zakładam więc, że każda zmiana w moim życiu, każda porażka, niefart czy niepowodzenie, jest tylko robieniem miejsca na coś nowego.

Julia Cameron, za Carlem Jungiem, nazywa to synchronicznością, ja mówię, że życie cię prowadzi, natomiast Seba z siłowni kwituje to krótkim: „jakoś to się ułoży mordeczko” – jego szczera wiara w to, że tak właśnie będzie, jest onieśmielająca.

Plan

Czasami potrzebujesz zyskania danej umiejętności, zrozumienia tematu, ale nie musisz robić z tego doktoratu ani zajmować się tym do końca życia.

Czasami Świat prowadzi cię do jakiegoś momentu, a potem każe zawracać. Na przykład dochodzisz do pięćdziesiątego drugiego etapu rekrutacji w banku i żeby przygotować się do kolejnego, musisz przebrnąć przez kwestię opodatkowania spółek na Cyprze.

Uczysz się tego, przerabiasz tysiące przypadków i odnajdujesz kilka ciekawych kruczków. Ostatecznie jednak odpadasz dwa etapy dalej. Kilka dni później żaląc się znajomemu przy piwie na dwa tygodnie zmarnowane rozgryzaniem cypryjskiego system podatkowego tylko po to, żeby odpaść, okazuje się, że wujek znajomego interesuje się właśnie tym tematem. Nagle w waszych oczach pojawiają się dolary. On daje kontakt, ty wiedzę i dzielicie się zyskiem. Później dostajecie kolejne zlecenie od kolegi wujka i jakoś to wszystko idzie do przodu.

Życie nie chciało dla ciebie kolejnych pięciu lat w korpo z tyraniem od 9 do 17, ale nie było innego sposobu na ruszenie twojej leniwej dupy do nauki prawa podatkowego.

Wiem, co teraz myślisz: Piękna historia, Filip, ale tak to nie działa. Cieszę się, że to mówisz.

Potrafię pokazać przynajmniej kilkanaście momentów w moim życiu, w których zadziałało prawo synchroniczności i robienia miejsca. Dlaczego więc o nich nie piszę? Żeby pokazać ci, jak sam sobie z nimi radzę.

Gdy dzieje się coś złego, ciężko jest pomyśleć sobie, że jakoś to będzie. Mamy jednak niesamowitą umiejętność wkręcania sobie różnych rzeczy. Dlaczego by więc nie wykorzystać jej na swoją korzyść? Łatwiej jest uwierzyć w historię – więc sobie ją opowiedz.

Gdy przydarzy mi się coś złego, gdy coś pójdzie nie po mojej myśli i nie jestem wstanie uwierzyć, że wszystko będzie w porządku, opowiadam sobie historię. Wyobrażam sobie, że występuję na TEDzie i opowiadam jak to wszystko doprowadziło mnie do sukcesu, który pozwolił mi się tutaj znaleźć.

To nie jest trudne, bo zobaczywszy prawie wszystkie TEDy mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że prawie każda osoba wspomina o takim momencie w trakcie swojego wystąpienia.

Tworzę więc historię o tym, jak to konkretne nieszczęście może się obrócić na dobre w perspektywie czasu. Dodaję szczegóły, zmieniam bohaterów i, jeśli trzeba, wydłużam ją w czasie, aż sam jestem w stanie w nią uwierzyć. Nie musi być bardzo prawdopodobna, wystarczy, że trzyma się kupy.

Happiness advantage

Okazuje się, że nauka wtóruje takiemu sposobowi myślenia.

Shawn Achor – badacz psychologii pozytywnej z Harvardu – mówi, że znając doskonale otoczenie danej osoby, jest w stanie przewidzieć jej poziom szczęścia tylko w 10%. Cała reszta zależy od uwarunkowań wewnętrznych – czylii tego co myślisz i jak postrzegasz świat.*

Ta informacja całkowicie zmienia sposób myślenia o tym, jak dochodzi się do szczęścia.

Większość osób myśli, że jeżeli w końcu znajdą tą wymarzoną pracę, założą rodzinę, wyjadą na wakacje lub kupią sobie samochód, to będą szczęśliwi. Tym czasem okazuje się, że prawdopodobnie nigdy tego nie osiągną, jeżeli nie będą szczęśliwi najpierw.

W tych samych badaniach mówi się o tak zwanym „Happiness advantage” – jeżeli pracujesz w stanie szczęścia, twój mózg jest o 31% bardziej wydajny, zdolność sprzedaży wzrasta o 37%, a lekarze podejmują o 19% dokładniejsze diagnozy niż w czasie, gdy nie są szczęśliwi.

Achor wymienia pięć czynników, które po zaledwie 21 dniach codziennej praktyki pozwalają stać się szczęśliwszym:

Wdzięczność – pisałem już o tym wcześniej – codzienne pisanie trzech nowych rzeczy za które jesteśmy wdzięczni sprawia, że z czasem nasz mózg przestawia się na wyszukiwanie pozytywów w swoim otoczeniu.

Prowadzenie dziennika – zapisywanie pozytywnych wydarzeń pozwala nam przeżyć je jeszcze raz i czerpać z nich dodatkową przyjemność.

Ćwiczenia fizyczne – uczą nas, że nasz zachowanie ma znaczenie i wpływ na rzeczywistość.

Medytacja – pozwala na chwilę zwolnić i oderwać się do kulturowego ADHD.

Pozytywne gesty robione świadomie – sprawianie przyjemności innym, jak na przykład napisanie e-maila w którym chwalimy i dziękujemy za dobrą robotę – nie tylko podbudowują inne osoby, ale też wprowadzają nas na inny poziom energii.

Esencja

Czy właśnie czeka cię najlepszy rok w życiu? W zasadzie, zależy to tylko od ciebie.

Skoro twoja opinia nie ma wpływu na przeszłość, a jedynie na przyszłość – poprzez zmianę twojego zachowania, dlaczego nie zrobisz sobie przysługi? Pomyśl, że właśnie kończy się rok robienia miejsca i zaczyna wypełnianie.

A może miejsce dopiero się pojawi?

Niezależnie od tego, czego potrzebujesz, Świat zadba, żebyś to dostał – o ile tylko mu na to pozwolisz.

F.

* Stara Buddyjska przypowieść w nowym wydaniu

* Badania Achora i teoria pozytywnego myślenia pochodzą z tego TEDa.

* Zdjęcie tytułowe: Tim Peters