Dobry proces zapewnia powtarzalność, a na dłuższą metę to jest najważniejsze. Nie powtarzalność pomysłu, oczywiście, tylko jego jakości. Jeżeli chcemy osiągnąć sukces, wyrobić sobie nazwisko, lub po prostu być dobrymi w tym, czym się zajmujemy, potrzebujemy procesu, który będzie nas prowadzić i pozwoli całkowicie skoncentrować się na pracy.

Ostatecznie, jakby się nad tym zastanowić, niezależnie od tego, jaki kto ma rytm pracy i co go stymuluje, dobre pomysły zawsze są efektem zrozumienia potrzeb grupy docelowej, świetnego konceptu i doskonałej egzekucji.

Poniższy proces oparty jest na doświadczeniach metodologii design thinking i był przetestowany przez setki osób, dając zawsze doskonałe rezultaty.

1. Research

Research jest podstawą każdego kreatywnego pomysłu, który ma być wcielony – z sukcesem – w życie. Dobrze przeprowadzony research to zrozumienie potrzeb klienta, wynikające z zaznajomienia się z produktem, problemem oraz z wyczytaniem między wierszami, co tak naprawdę jest najważniejsze.

Po drugie, research musi zawierać dogłębną analizę grupy docelowej, czyli osób, dla których piszemy tekst, przygotowujemy logo lub projektujemy rozwiązanie. Niezrozumienie, dla kogo się tworzy, leży u podstaw większości niepowodzeń i nieudanych projektów. Kilka ciekawych przykładów na ten temat opisałem tutaj.

Po trzecie, zrozumienie, czym dokładnie jest nasz produkt, jego miejsce w hierarchii wartości klienta oraz miejsce rynkowe. Czyli big picture. Kto jest jego konkurencją, jakie zaspakaja potrzeby i w jakim kierunku zmierza rynek. Bez tego wywiadu jest spora szansa, że nasze dzieło będzie całkowicie oderwane od rzeczywistości.

Po czwarte i najważniejsze, research ma napełnić naszą studnię materiałem, z którego wkrótce wylęgną się pomysły. Powinniśmy skonsumować jak najwięcej podobnych reklam, tekstów, grafik i wszystkiego, co ma związek z naszym produktem, łącznie ze wszystkimi poprzednimi kreacjami i tym, co robi konkurencja.

Po raz kolejny mógłbym przytoczyć tutaj słowa mojego ulubionego polskiego pisarza, Ryszarda Kapuścińskiego:

„Żeby napisać jedno własne zdanie, trzeba przeczytać tysiące cudzych.”

2. “Wystrzelanie się” z pomysłów

Po reaserchu przychodzi tak zwana faza burzy mózgów, którą robimy sami ze sobą. W krótkim czasie powinniśmy wypisać, narysować lub prototypować maksymalnie dużą liczbę pomysłów, zaczynając od tych najbardziej oczywistych, a kończąc na niedorzecznych.

Podczas prawdziwej burzy mózgów nie oceniamy żadnego pomysłu i celujemy w ilość, nie jakość. Jeżeli na tym etapie nie pozbędziemy się z głowy wszystkich oklepanych i błahych pomysłów, będą nam przeszkadzać później, blokując drogę tym naprawdę dobrym.

Powinniśmy wziąć pod uwagę każdą drobną notatkę z researchu, odpowiedzieć na każde pytanie z briefu oraz zaspokoić każdą potrzebę grupy docelowej.

Musimy przeorać problem z góry na dół, tak żeby nie została na nim przysłowiowa sucha nitka.

3. Przerwa

To najważniejszy, a przy okazji najbardziej niedoceniany, moment naszego procesu twórczego.

Teraz, gdy mamy już głowę pełną potencjalnych rozwiązań, pomysłów, inspiracji i problemów, pozwalamy naszej podświadomości zrobić za nas resztę. Pozwalamy się temu wszystkiemu przemielić, jesteśmy trochę jak komputer, który został nastawiony na obliczanie i zostawiony przez naukowców, żeby przez noc wypluwał wyniki.

Podczas przerwy dobrze jest zająć się czymś całkowicie innym. Zupełnym minimum jest zmienić sposób myślenia, z kreatywnego szukania rozwiązań na odpisywanie na maile, wykonywanie telefonów, czy spotkania z innymi klientami.

Najlepiej jednak całkowicie oderwać się od pracy. Spacer, trening, książka, żonglowanie, lunch, sen lub oczywiście święty prysznic.

Właśnie wtedy, gdy nasza podświadomość jest pozostawiona z wystarczająco dużo porcją materiału do przerobienia i pozornie jest zajęta czymś innym, pojawiają się najlepsze i najbardziej niecodzienne połączenia.

4. Shitty first drafts

Do kolejnego etapu siadamy w z góry zaplanowanym momencie, najlepiej znanym jeszcze zanim udamy się na przerwę. Nieważne, czy będzie to poranek kolejnego dnia, czy godzina po obiedzie, warto jest wyznaczyć swojej podświadomości taki deadline.

Do pracy siadamy nawet wtedy, gdy wcale nie mieliśmy żadnego momentu olśnienia. Siadamy i zaczynamy pracować z najlepszym pomysłem, który pojawił nam się wcześniej, lub z pierwszym lepszym pomysłem, jeżeli żaden nie wydaje się być ciekawy.

Shitty first drafts to reguła pochodząca z książki Bird by Bird Amy Lamot i odnosi się do pisania, ale jej sens jest do zastosowania w każdej kreatywnej pracy. Celem jest za wszelką cenę skończenie pierwszego szkicu naszego tekstu, bez przejmowania się interpunkcją, stylistyką, powtórzeniami czy długością.

Ważne jest, żeby zdjąć z siebie presję, że nie mamy jeszcze niczego gotowego i że projekt jest dla nas zbyt duży. Zawsze wychodzę z założenia, że lepiej jest komuś przesłać średni projekt w dniu deadline’u, niż nie przesłać nic – rezygnując, zamykamy się nawet na feedback.

Po drugie, dzięki temu przechodzimy przez każdy aspekt i etap naszego tekstu czy projektu. Od wstępu do zakończenia. Nagle nie jest on już taki wielki, nabieramy perspektywy i widzimy, jak wiele elementów się ze sobą łączy. Teraz jesteśmy gotowi na ostatni etap czyli cykl oceniania i poprawiania.

5. Ocenianie -> Poprawianie -> Ocenianie -> …

To moment, w którym zaczynamy bardzo krytycznie przyglądać się naszemu projektowi. Jeżeli zaczniemy robić to wcześniej, prawdopodobnie podetniemy sobie skrzydła, zanim zdążymy je rozwinąć.

Teraz jest czas na wprowadzanie poprawek, co w przypadku pisania tekstów będzie oznaczało przede wszystkim skracanie, wygładzanie i jeszcze raz skracanie. Więcej o tym pisałem tutaj.

To też moment, w którym możemy stwierdzić, że to, co stworzyliśmy nijak ma się do tego, czego oczekiwał klient, że jest mało kreatywne, nie ma praktycznego zastosowania lub zachodzi cokolwiek innego, co dyskwalifikuje naszą pracę.

Jeżeli dojdziemy do tego wniosku, powinniśmy wrócić na sam początek, do fazy researchu. Nie musimy go wykonywać od nowa, ale prawdopodobnie powinniśmy znacznie go pogłębić lub zweryfikować nasze wnioski. Większość niepowodzeń wynika z niezrozumienia potrzeb grupy docelowej lub zbyt małej liczby inspiracji, co prowadzi do nieciekawych pomysłów.

Esencja

Jeżeli zdarzy nam się zablokować na którymkolwiek etapie naszej pracy, zawsze możemy skorzystać z jednego z 37 sposobów na przełamanie blokady twórczej lub wrócić do researchu i go pogłębić.

Tak jak pisałem, proces zapewnia powtarzalność. Dzięki niemu będziemy w stanie przez długi okres czasu tworzyć wartościowe i kreatywne prace. Nie tylko znacznie przyśpieszy to rozwiązywanie problemów, ale również sprawi, że nie będzie to dla nas aż tak bardzo wyczerpujące.

F.

***

ANKIETA

Na sam koniec, mam jeszcze do Ciebie prośbę. Poniżej jest ankieta którą prosiłbym Cię o wypełnienie. Zajmie Ci może dwie minuty a mi ułatwi stworzenie cyklu warsztatów, które będę pomagać w przełamywaniu blokad twórczych, rozwijać kreatywność i przyśpieszać proces innowacji.

Aby wypełnić ankietę, która bardzo mi pomoże w pracy, kliknij w obrazek lub tutaj.

ankieta

<Link do ankiety>

***

Zdjęcie tytułowe: Jenson Lee