11306896376_3bdcfc8147_k

Lekarz zdejmuje okulary, pociera zmęczone oczy i zaczyna zadawać pytania. Gdzie boli? Jak długo? Od czego się zaczęło? Formułuje hipotezę i zleca badania, by ją zweryfikować. Na koniec wypisuje receptę i podaje leki, ale to w zasadzie też jest weryfikowaniem hipotezy.

Na tym właśnie polega jego praca – na szukaniu rozwiązań. Nie ma innej drogi.

Wydaje się to oczywiste, ale zrozumienie tego prostego modelu zajęło mi dobrych kilka lat. W tak zwanym międzyczasie podjąłem wiele prób, aby znaleźć cel, sens i odkryć moje życiowe powołanie. W większość bezskutecznie, a przecież mogłem do tego podejść zupełnie inaczej!

Mądre błądzenie

Pisałem już o tym kiedyś, że wielokrotnie zastanawiałem się, co chciałbym w życiu robić. W praktyce oznaczało to ciągłe walczenie z samym sobą, buntowanie się przeciwko temu, co akurat robiłem i nieustane zadawanie pytania, czy to jest to.

Odpowiedź bardzo rzadko brzmiała „tak”, a wtedy nie byłem już wstanie skoncentrować się na zadaniach i wycofywałem się z projektów, aby się zastanowić, poszukać i przemyśleć.

Z perspektywy czasu widzę, że po prostu źle się za to wszystko zabierałem. Może wydawać się to niezrozumiałe, ale wolałem najpierw wymyślić mój życiowy cel i dopiero potem w pełni się w niego zaangażować. To jak z zadawaniem niewłaściwego pytania, na które zawsze otrzymujesz niewłaściwą odpowiedź.

Teraz całkowicie odwróciłem moje myślenie, wychodząc z jednego prostego założenia:

Lepiej jest robić coś, czego nie jesteśmy pewni, niż szukać tego, czego pewni będziemy.

Co to oznacza w praktyce?

Niewiele osób rodzi się wiedząc dokładnie, co powinni zrobić się ze swoim życiem. Z drugiej strony jednak rzadko zdarza się, by ktoś całkowicie nie wiedział, czym chciałby się zajmować. Szczególnie, gdy wciąż błądzi – mając zaledwie trochę ponad dwadzieścia lat.

Zazwyczaj mamy z tyłu głowy jakąś teorię, pomysł lub przeczucie. Myślimy o firmie, branży lub chociaż narzędziu, którego ludzie chcieliby używać. Już na pewno każdy wie, czego nie chciałby robić, a to już jest jakiś początek. To materiał, z którym możemy pracować.

Co robić dalej? Zacząć działać.

Nie da się odkryć życiowego powołania, zastanawiając się nad nim, medytując czy oczyszczając umysł. Nie zrozum mnie źle, to wszystko jest oczywiście ważne, ale tylko przyśpiesza proces. Żeby wprawić go w ruch, musisz zacząć działać.

Gdy to zrozumiałem, całkowicie odwróciłem mój sposób myślenia. Zacząłem postępować jak jak lekarz, który formułuje hipotezę i sprawdza ją w praktyce.

Tak było ostatnio, gdy postanowiłem zająć się animacją.

Postawiłem hipotezę: Animacja mogłaby stać się dziedziną, której mógłbym poświęcić całe życie.

Utworzyłem cel: Wziąć udział w tworzeniu animacji od strony pisania scenariusza lub produkcji.

Dałem sobie deadline: W tym przypadku było to kilka miesięcy, bo startowałem całkowicie od zera.

Całą historię opisałem tutaj, jeżeli chcesz wiedzieć, jak się skończyła.

Korzyści

Zmiana może wydawać się błaha, ale w porównaniu do mojego poprzedniego zachowania miała olbrzymie konsekwencje.

Po pierwsze, przyjmując zasadę stawiania i weryfikowania hipotez, dałem sobie oficjalnie prawo, aby nie być pewnym, co chcę w życiu robić. Od razu poczułem ulgę. Szukanie życiowego powołania jest bardzo ciężkie, ale weryfikowanie hipotez – po prostu ekscytujące.

Po drugie, zacząłem być nastawiony na działanie, a nie bierne czekanie. Różnica jest ogromna. Gdy działamy, czujemy siłę, mamy poczucie sprawczości i choćby pozorne, ale jednak, poczucie kontroli. Gdy czekamy, jesteśmy na łasce losu – albo ześle nam odpowiedź, albo nie. Różnica jest podobna do tej, którą opisywałem przy okazji podejmowania tej samej decyzji z pozycji siły lub pozycji słabości. Dodatkowo nie poruszałem się już po nieokreślonej osi czasu, tylko wiedziałem, kiedy dokładnie nastąpi odsłonięcie kart.

Po trzecie, gdy zrealizuję ten projekt, będę miał czym się pochwalić. Nawet jeżeli nie wyjdzie z tego nic spektakularnego, zawsze będzie to dowód inicjatywy. Poznam ludzi, nabiorę doświadczenia, będę wiedział, jakie pytania zadać w przyszłości, bo będę miał znacznie więcej danych. Nawet jeżeli nie zdecyduję się iść dalej w tym kierunku, to będę miał na koncie sukces zamiast kolejnego porzuconego projektu, oraz doświadczenie zamiast frustracji.

Po czwarte – i chyba najważniejsze – działając w ten sposób podejmuję zobowiązanie, że nie będę kwestionował hipotezy, dopóki nie zostanie zrealizowana. To znaczy, że dopóki nie wywiążę się z tego co zaplanowałem, nie zastanawiam się na tym czy to rzeczywiście „to”, czy znalazłem powołanie, czy to mój święty Graal – tylko skupiam oczy na piłce i działam.

Esencja

Na sam koniec zrozumiałem coś jeszcze:

Bardzo łatwo pomylić strach przed działaniem z brakiem pewności, czy to jest to”.

Teraz myślę, że w przeszłości wielokrotnie zarzucałem pomysły albo poddawałem je w wątpliwość (z którymi zawsze przegrywały), bo bałem się spróbować. Obawiałem się, że rezultat końcowy mnie rozczaruje, albo że nie dam rady. Teraz nie mam tego problemu. Nawet jeśli, to co? Ja tu tylko weryfikuję hipotezy.

Gdy jesteś w ruchu, zaczynają dziać się niesamowite rzeczy. Poznajesz ludzi, trafiasz na ogłoszenia, dostrzegasz okazję. Wszechświat też ma łatwiejsze zadanie, by podsunąć ci coś pod nos, jeżeli zdecydujesz się wyjść ze swojego salonu. Tam nie wszystko się może wydarzyć.

Gdy o tym myślę, przychodzi mi do głowy jeden z moich ulubionych cytatów z Davida Bowie. Ma w sobie taką lekkość, wolność i ekscytację, która może towarzyszyć tylko pięknej, dalekiej podróży, ale w sumie, o to właśnie chodzi:

„I don’t know where I’m going from here, but I promise it won’t be boring.”

F.

Zdjęcie tytułowe: BMcIvr