ONE YEAR CANDLE

To śmieszne, niby wiedziałem, że ten dzień powoli się zbliża, ale gdy dzisiaj usiadłem do porannych stron (320 raz) to poczułem się tak, jakbym miał urodziny. Naprawdę!

Mógłbym teraz zacząć opowiadać, jak to wyznaczanie celów pomaga w ich osiąganiu, dlaczego warto przełamywać strach lub po raz tysięczny wałkować to, że warto wyznaczyć sobie terminy, bo gdyby nie to, to większość postów by nie powstała. W ten sposób wpadłbym jednak głębiej w wiadro coachingu, które zaczęło mi już trochę uwierać, bo wcale go nie planowałem.

Pomyślałem więc, że podzielę się z Wami trzema zaskakującymi korzyściami, które wyniknęły z prowadzenia tego bloga przez cały rok.

Po pierwsze, dyscyplina.

Mówiąc szczerze spodziewałem się, że pisząc bloga o rozwijaniu kreatywności sam rozwinę kreatywność. Że po roku będę strzelał pomysłami jak z broni maszynowej, a teksty same będą spływały z mojego pióra.

Zdarzyło się jednak coś innego.

Zamiast rozwinąć kreatywność, rozwinąłem samodyscyplinę, a to paradoksalnie pomogło mi być bardziej pomysłowym.

Ile to już razy brałem się za genialne pomysły na opowiadania, filmiki czy książki, które ostatecznie trafiały do szafki niemal nie tknięte? Nie zliczę.

Teraz też dostrzegam podwójne znaczenie słów pod tym zdjęciem, pochodzących z jednej z moich ulubionych książek „Cokolwiek myślisz, pomyśl odwrotnie” Paula Ardena:

Zrzut ekranu 2016-10-04 o 15.30.20

Najlepszy pomysł tutaj to szafka. Ponieważ istnieje.

Innymi słowami, najlepsze pomysły to te, które udało się zrealizować, a do tego potrzeba mnóstwa pracy i mnóstwa dyscypliny.

Olbrzymią rolę w tym wszystkim miały również moje poranne strony – ćwiczenie, które znalazłem w książce Julii Cameron „Droga Artysty”, na którą z kolei trafiłem robiąc research do jednego z postów.

Ta dyscyplina powoli zaczyna procentować również na innych obszarach.

Zacząłem pracować nad nowym projektem, którego premierę przewidziałem w okolicach czerwca-września przyszłego roku. Nie będę wchodził w szczegóły, ale jego pierwszym krokiem jest opowiadanie. Wiedząc jak ważna jest systematyczność w tego typu przedsięwzięciach postanowiłem, że będę pisał codziennie po 1000 słów w postaci fabuły i notatek. Mam już ich około 13.000, co daje jakieś 32 strony. Czasem napisanie 1000 wyrazów zajmuje mi 30 minut, czasami dwie godziny, ale piszę codziennie i nie ma, że boli.

To też sprowadza mnie do kolejnego punktu.

Po drugie, pewność siebie.

Talent można mieć do napisania kilku zdań. 54 posty to już sporo pracy. W większości przypadków – pracy bez natchnienia, bez pomysłu, za to z robieniem researchu i klepania kolejnych stron. To daje dużo pewności siebie, bo praca jest powtarzalna.

Za każdym razem, gdy w przyszłości zabraknie mi weny, zrobię to, co robiłem już dziesiątki razy wcześniej. Usiądę do komputera, odpalę Pomodoro i będę klepać w klawiaturę tak długo, aż w końcu się pojawi. Prędzej czy później wena zawsze się pojawia, choćby na chwilę.

Systematyczna praca jest czymś, na czym można budować przyszłość. Jak powiedział Eric Thomas, „I can always outwork you”.

Po trzecie, i najważniejsze, moja relacja z Dziadkiem.

Czasami potrzeba odpowiedniego kontekstu, aby móc wydobyć z sytuacji cały jej potencjał.

Tak było, gdy ponad rok temu zaczęliśmy z Dziadkiem co tydzień prowadzić dyskusje na temat moich postów – tego, co już napisałem i tego, co planowałem napisać. Wiele z tematów, które poruszaliśmy, stało się później postami, ale najważniejsze jest to, że znaleźliśmy głębszą płaszczyznę porozumienia, która bardzo dużo dla mnie znaczy.

Wiem, że to teraz czytasz, Dziadku, i dziękuję, że jesteś!

***

Podziękowania

To może nie rozdanie Oskarów, ale skorzystam z okazji żeby podziękować kilku osobom.

Na pewno Kasi Szwed, mojej ulubionej edytorce, za to, że zawsze poświęca zbyt dużo swojego czasu  na sprawdzanie moich wypocin, za wszystkie uwagi, wskazówki, krytykę, gdy tego potrzeba i pochwały, gdy akurat coś mi się udało.

Roksanie, za to, że zawsze mogę na nią liczyć, gdy trzeba zrobić coś awaryjnie i na ostatnią chwilę, oraz za niezliczone wskazówki i słowa otuchy, których pewnie nawet nie jest świadoma.

No i oczywiście mojej ukochanej Kasi, której przypadło niewdzięczne zadanie ciągłego zachwycania się moimi pomysłami, nawet jeżeli są kiepskie, oraz za wspieranie mnie w pisaniu i znoszenie moich humorków od poniedziałku rano do wtorku po południu.

Oraz wszystkim osobom, które czytają, regularnie komentują, udostępniają i angażują się w treść. Nie sposób wymienić wszystkich, ale ja wiem i wy wiecie

Jakie mam urodzinowe życzenie?

Moje życzenie urodzinowe to przy okazji plan, który mam na bloga na najbliższy czas.

Chciałbym, żeby było tutaj więcej własnej twórczości – bardzo szeroko rozumianej –  a mniej „coachingowania”. Nie wiem jeszcze, co to dokładnie będzie, ale spróbuję w najbliższym czasie kilku nowych form postów.

F.

Zdjęcie tytułowe:  Philip Bragg