samolot

– Futurologia odlingwistyczna bada przyszłość podług transformacyjnych możliwości języka wyjaśnił Trottelreinner.

– Nie rozumiem.

– Człowiek potrafi owładnąć tylko tym, co może pojąć, a pojąć można z kolei jedynie to, co da się wysłowić. Niewysłowione jest nie pojęte.

Stanisław Lem, Kongres futurologiczny

Lem pisząc Kongres Futurologiczny dobrze wiedział, jakie znaczenie ma mowa dla naszego rozwoju. Futurologia odlingwistyczna miała być nauką badającą możliwości ewolucji języka, aby przewidzieć kolejne kierunki rozwoju technologii.

Wiedział o tym także George Orwell, który zubażanie języka, usuwanie słów i zmienianie ich znaczenia uczynił jednym z kluczowych wątków w swoim słynnym dziele „Rok 1984”. Zadaniem Ministerstwa Prawdy było spłycanie języka tak, aby ludzie nie potrafili się ze sobą komunikować oraz nazywać stanów emocjonalnych, które mogłyby zagrozić ustrojowi totalitarnemu. Dzięki temu nie potrafili opowiadać o czasach, w których byli wolni – a i to słowo zostało usunięte.

Pozwólcie jednak, że opowiem o eksperymencie naukowym z 1999 roku, który doskonale pokazuje, jak wielki wpływ na nasze ciało i zdrowie mają słowa, którymi się posługujemy.

Kryształy

Japoński profesor Masaru Emoto przeprowadził doświadczenie, w którym badał wpływ różnych emocji na wodę. Jego zdaniem woda jest papierkiem lakmusowym naszej rzeczywistości, która potrafi odpowiadać na stany emocjonalne, którym jest poddawana.

Aby to udowodnić Emoto nakleił na butelki z wodą kartki z wypisanymi różnymi słowami, takim jak miłość, przyjaźń, nienawiść czy śmierć. Następnie momentalnie zamrażał wodę i robił pod mikroskopem zdjęcie jej struktury.

Być może ciężko w to uwierzyć, ale kryształki lodu w przypadku każdego słowa były zupełnie inne!

KRYSZTALY

Woda przyjmowała stany emocjonalne słów, a to oznacza, że słowa i emocje które wypowiadamy lub które „myślimy” mają bezpośredni wpływ na naszą rzeczywistość.

Nawyki słowno-myślowe

Jeżeli wiemy, że słowa zmieniają naszą rzeczywistość, a często używamy ich nawykowo, bez zastanowienia, możemy przyjąć, że duża część naszych emocji jest uwarunkowana nieświadomymi reakcjami słownymi.

Zwróć więc uwagę na to jak mówisz o różnych sytuacjach, ponieważ odzwierciedla to, co o nich myślisz. Z tego z kolei może wynikać, czy będziesz się ich bać czy nie.

Pozwól, że pokażę ci trzy nawyki słowne, które moim zdaniem bardzo niekorzystnie wpływają na nasze ciało i emocje, a które są tak powszechne, że wcale nie zwracamy na nie uwagi.

1. Operowanie tylko skrajnymi emocjami

Posiadamy w języku możliwość stopniowania naszych wyrażanych emocji poprzez dobór używanych słów. Znam jednak wiele osób, które natychmiast przeskakują do najwyższej formy, najbardziej skrajnej emocji.

Mówią nienawidzę, zamiast nie lubię, ohydne zamiast niesmaczne i „to był najgorszy dzień w moim życiu”, zamiast po prostu przyznać, że było sporo stresu.

Nie chodzi mi oczywiście o całkowite wykreślenie skrajnego słownictwa, a raczej o to, że zatracamy znaczenie przez to, że nie stopniujemy emocji.

To tak jakby za każde przewinienie drogowe karać najwyższym mandatem. Złe parkowanie – 18 punktów i 1000 złotych. Przejechanie przez przejście dla pieszych na czerwonym z nadmierną prędkością- 18 punktów i 1000 złotych. Jeżeli kary nie będą stopniowane, przewinienia zaczną się zlewać – przyjmować taką samą „wartość”. Z czasem osoba, której zdarzało się niewłaściwie zaparkować pod domem zacznie przelatywać przed nosem pieszym idącym po pasach.

W świecie słów i emocji ma to równie fatalne skutki.

Jeżeli przekazujemy wiadomości zawsze skrajną opinią – niezależnie od tego, czy dobrą, czy złą – jak druga osoba ma stwierdzić, które zdarzenia są naprawdę straszne, a które zwyczajnie uprzykrzające życie? W pewnym momencie odbiorcy po prostu przestaną zwracać na to uwagę. Trochę jak w przypowieści o chłopcu, który wołał trzy razy na pomoc, aż w końcu nikt nie przyszedł mu z pomocą, gdy naprawdę się topił.  

Po drugie, taka huśtawka emocjonalna nie prowadzi do stabilnego i harmonijnego życia, ponieważ zamiast poruszać się po pełnym spektrum życiowych wydarzeń przeskakujemy z idealnych do fatalnych. Z energii wysokiej tak, że prawie nas rozsadza, do skrajnie negatywnej – smutku, czasami wręcz załamania nerwowego.

2. Ciągłe obniżanie własnej wartości

Widziałem wielokrotnie, jak ludzie mówią „nie potrafię” albo „nie rozumiem” zanim jeszcze usiądą do nowego zadania. Taki nawyk słowny pokazuje bardzo niekorzystną tendencję podświadomości, która z góry zakłada, że nie będziemy w stanie poradzić sobie z nowym wyzwaniem.

Pisałem już o tym wcześniej: ludzie dzielą się na osoby z fixed lub growth mind-set. Te pierwsze patrzą na świat przez pryzmat tego, kim są i co potrafią, te drugie przez pryzmat tego, kim mogą się stać.

W efekcie osoby z growth mind-set szybciej się uczą, częściej ryzykują i chętniej podejmują się nowych wyzwań. Z kolei osoby z fixed mind-set powtarzają sobie, że są marne, nic nie potrafią i że nie dadzą rady – wciąż obniżając swoje szanse na sukces.

Unikanie słownego podważania własnej wartości jest ważne także na polu zawodowym. Nietrudno wyobrazić sobie, jaką opinię będzie miał o pracowniku szef wiecznie słyszący, że pracownik ten czegoś nie umie lub boi się zrobić.

3. Ciągłe przyjmowanie negatywnego punktu widzenia

Rzeczy nie są takie, jakie są, tylko takie, jak je oceniamy. Nasza podświadomość decyduje o wszystkim.

Tym samym to, jak opisujemy dane zdarzenie wpływa na to, jak je oceniamy. Lub odwrotnie – możemy zauważyć, jak podświadomie oceniamy daną sytuację po tym, jak ją opisujemy.

Większość sytuacji bowiem można opisać na dwa różne, czasami przeciwstawne sposoby.

Można powiedzieć doświadczenie, zamiast porażka.

Nauczka, zamiast błąd.

Albo wyzwanie, zamiast problem.

Nie dotyczy to tylko millenialsów zaczytanych w literaturze samorozwojowej.

Dostałem kiedyś radę od doświadczonego przedsiębiorcy, który powiedział: Nigdy nie mówię o tym, ile straciłem, tylko ile nie udało mi się zarobić. Konsekwencje dla psychiki i emocji są kolosalne. Z jednej strony straciłem coś, co mogło być moje, a z drugiej strony wciąż mam szansę zdobyć to, co zostało w grze.

To, jak będziemy opisywać nasze doświadczenia czy wyzwania, zadecyduje, czy będziemy iść przez życie z perspektywy siły czy słabości, czy będziemy się bać, czy będziemy podekscytowani.

Ma to również znaczenie dla komunikacji. Posłużę się znowu przykładem szefa. Wyobraźcie sobie, że pyta się on swojego pracownika, czy projekt został już skończony. Projekt skończony nie jest.

Na co lepiej zareagowałby szef? Na powiedzenie, że „Jeszcze nie, niestety nie potrafię tego zrobić”, czy na „Jeszcze nie, ale wiem już co jest największym problemem i pracuję nad tym”?

Obie odpowiedzi mówią prawdę: projekt nie jest jeszcze skończony. Pozostawiają one jednak zupełnie inne wrażenie na odbiorcy.

Esencja

Jacek Kłosiński pisze w jednym ze swoich dzienników:

„Każdy wie, że najlepiej jest pisać tak, jak mówisz – naturalnie, prosto, bez trudnych słów i zbędnych przymiotników.

Nie każdy rozumie, że najlepiej jest mówić tak, jak piszesz – z pomysłem na to, co chcesz powiedzieć, dobierając słowa, bez błędów i lania wody.

W tym, co mówimy, jest za mało pisania.”

Wydaje mi się że brakuje również świadomości, że to, jak mówimy, ma olbrzymi wpływ na to, jak myślimy i jak się później czujemy.

Zwracajmy więc więcej uwagi na słowa, którymi posługujemy się każdego dnia.

F.

* Zdjęcie tytułowe: smilla4