desert

Znasz ten kawał?

Pewien mężczyzna przez całe życie codziennie modlił się słowami:

– Dobry Boże, ale ja jestem biedny. Spraw, żebym wygrał milion na loterii, kupiłbym sobie dom, wyżywił rodzinę, może pojechalibyśmy na wakacje. Och, jaki ja jestem biedny, a Ty, Boże widzisz to i nic nie robisz… Spraw, żebym wygrał na loterii.

Aż pewnego dnia Bóg odpowiedział na jego modlitwy i z nieba zagrzmiał głos:

– Chłopie, ale ty mnie daj szansę, ty ten los kup!”

Uwielbiam ten kawał, bo pokazuje taką prostą życiową zasadę: świat, niezależnie jak bardzo chciałby ci pomóc, nie zrobi tego, jeżeli nie dasz mu szansy.

Niektóre rzeczy nie wydarzą się z twojego salonu

Znany amerykański mówca motywacyjny Eric Thomas na jednym ze swoich wystąpień wspomina, że jego ulubionym serialem w młodości był Star Trek. Szczególnie zapadło mu w pamięć, że załoga USS Enterprise mogła teleportować się pomiędzy różnymi miejscami na statku. Teleportowanie się jednak mogło wydarzyć się z konkretnego miejsca: trzeba było stanąć na odpowiedniej platformie i powiedzieć „beam me up Scotty!”.

Thomas skwitował to słowami, które z kolei mi utkwiły w pamięci: niektóre rzeczy nie wydarzą się z twojego salonu. To znaczy, że myślenie życzeniowe nigdzie nie prowadzi; że żeby sprowokować wszechświat do pomocy, trzeba najpierw pokazać , że traktuje się swój cel poważnie. Niestety często o tym zapominamy.

Zbyt wiele osób marzy o dobrym życiu, satysfakcjonującej pracy, milionowym start-upie, wspaniałej żonie, ale boją się podążać za swoją pasją, otworzyć firmę czy podejść do tej pięknej blondynki przy barze.

Odcinają się od sukcesu, zanim pojawi się choć cień szansy na powodzenie, mówiąc sobie: w tym nie ma przyszłości, większość firm i tak upada, ona na pewno nie poleci na kogoś takiego jak ja…

Zdają się czekać na sygnał, znak, zapewnienie, że wszystko się ułoży, zanim jeszcze nie zaczną. Ale w praktyce działa to dokładnie odwrotnie.

Jak przemierzyć Saharę?

Brian Tracy na większości swoich seminariów wspomina historię ze młodości, która zmieniła całe jego życie.

Mając dwadzieścia kila lat wyruszył w podróż z kilkoma znajomymi, żeby zobaczyć kawałek świata. Większość młodych Amerykanów jeździła wtedy do Europy, więc Tracy i jego ekipa zdecydowali się na Afrykę.

Gdy w końcu stanęli w zdezelowanym jeepie na granicy Sahary, zaczęli się zastanawiać, jakim cudem mają ją przemierzyć, bez GPS ani nawet dokładniej mapy!

Okazało się jednak, że Francuzi, którzy przez wiele lat kontrolowali północ Afryki, pozostawili szlak składający się z czarnych beczek ropy, rozłożonych co pięć kilometrów przez całą pustynię. Dzięki temu, poruszając się pomiędzy jedną a drugą beczką, można było przedostać się na drugą stronę. Żeby zobaczyć kolejną, trzeba było zbliżyć się do tej najbliższej i w ten sposób, podróżując, zawsze widziało się jedną przed i jedną za sobą.

To doskonała metafora życia. Nigdy nie będzie wiadomo wszystkiego od razu, ale z biegiem czasu będziesz dostawać kolejne wskazówki i podpowiedzi. Musisz jednak zrobić pierwszy krok. Później świat poprowadzi cię do kolejnego i kolejnego aż w końcu osiągniesz swój cel.

Stare buddyjskie przysłowie mówi, że gdy uczeń jest gotów wyruszyć w poszukiwaniu swojego mistrza na drugi koniec świata, znajdzie go po drugiej stronie ulicy.

Pewnie przypominasz sobie taki moment w życiu – bardzo czegoś potrzebujesz, albo chcesz coś zrobić i nagle w twoim życiu pojawiają się osoby, które mogą ci jakoś pomóc. Dać wskazówkę, polecenie, zadzwonić do kogoś, udostępnić swoje zasoby.

Ale zaczynasz wszystko ty, swoim pierwszym krokiem.

Nie jesteś ekspertem

W społecznościach start-upowych istnieje pojęcie o nazwie MVP. To skrót od Minimum viable product, które oznacza najprostszą namiastkę produktu, która nadaj się do testowania.

Chodzi o to, aby bez olbrzymich nakładów na technologię, programistów i reklamę móc przekonać się, czy dany produkt znajdzie sobie miejsce na rynku.

Zazwyczaj oznacza to prototyp, bez pełnej funkcjonalności, często nawet chałupniczo sklepany, tylko po to, żeby móc wrzucić go do sieci i zacząć zbierać feedback.

Jednym z moich ulubionych przykładów na to, jak nawet wielkie korporacje mogą testować naprawdę niskim kosztem, była historia McDonald’s, który zastanawiał się, czy nie warto byłoby wprowadzić spaghetti do swojego menu.

Jaki byłby twój pomysł? Wymyśl kilka niskobudżetowych sposobów na przetestowanie tej teorii. A potem zobacz, jak oni to zrobili.

*

*

*

Ekipa restauracji pod złotymi łukami po prostu umieściła spaghetti w menu. To wszystko.

Gdy któryś z klientów chciał zamówić makaron, po prostu przepraszali mówiąc, że akurat się skończył i liczyli takie przypadki. Ostatecznie okazało się, że zainteresowanie jest tak małe, że nie warto było nawet rozpoczynać prac nad produktem.

Esencja

Nie jesteśmy wystarczajaco mądrzy, żeby przewidzieć przyszłość i prawdę mówiąc, bardzo dobrze.

Nie powinniśmy podcinać sobie skrzydeł, zanim na dobre nie wygrzebiemy się z kokonu.

Zbyt wiele osób myśli, że nie znajdzie pracy za granicą, nie utrzyma się ze swojej pasji, nie napisze popularniej książki, zanim jeszcze dadzą sobie szansę wysyłając CV, ogłaszając warsztaty, czy zapisując się na wieczorowy kurs kreatywnego pisania.

Musimy wyjść z mentalnego salonu, jakim jest strefa naszego bezpieczeństwa i zrobić ten pierwszy krok. Gdy będziemy stawiać każdy kolejny, świat powoli zacznie dawać nam sygnały, przysyłać do nas ludzi i zmieniać światła na zielone.

Musimy jednak dać mu szansę sobie pomóc.

F.

* Zdjęcie tytułowe: Bernd Thaller