ser

Pomyłka

Jak każdego dnia, Szczurek Andrzej poszedł do stołówki odebrać swój przydział sera. Spojrzał na niego i od razu wiedział, że zaraz będzie zamieszanie – któryś szczurek najwyraźniej dostał „nagrodę”.

Zazwyczaj starał się tym nie emocjonować, nie miał przecież na to zbyt dużego wpływu. Dokładniej, nie miał żadnego wpływu na to, kto dostawał więcej sera! O wszystkim decydowali Koci Oprawcy.

Rzeczywiście, chwilę później niedaleko, po lewej stronie, wybuchła wrzawa. Szczurki rzadko dopuszczały się rękoczynów, ale zbiorowe syczenie było standardem.

Żeby ominąć zbieraninę i dostać się do korytarza prowadzącego do miejsca pracy, Szczurek Andrzej musiał nadrobić trochę drogi, ale w końcu znalazł wejście i puścił się pędem w dół tunelu.

Szybko pokonał zakręt w lewo, lekko wziął łuk w prawo i nagle… trzasnął głową w ścianę!

Co się stało?!

Tam, gdzie powinien być kolejny zakręt w lewo, była ściana, a korytarz ponownie odbijał w prawo…

Coś było nie tak, ale wiedziony tym dziwnym przeczuciem, które już nie raz wpakowało go w kłopoty, zdecydował się iść dalej. Wkrótce korytarz się skończył i Szczurek Andrzej zobaczył najdziwniejszy widok w swoim życiu.

Oto przed nim znajdowało się około trzech-czterech palców u łap innych szczurków, które krążąc w koło pchały przed sobą belki, najwyraźniej coś napędzając.

Dla was, drodzy czytający, być może nie jest to aż tak niesamowity widok, ale uwierzcie mi, gdybyście byli na miejscu Szczurka Andrzeja, to pękłoby wam serce. Skąd to wiem? Bo Szczurkowi Andrzejowi właśnie pękło serce. Nie na pół, o nie, nie, nie. Roztrzaskało się w drobny mak. Roztrzaskało się tak bardzo, że wiedział, że nawet jeżeli uda mu się poskładać je w całość, to na pewno nie będzie już takie jak kiedyś.

Gdy już otrząsnął się z szoku, głównie ze względu na widok wielkiego rudego – wyraźnie niezadowolonego – kocura, zajął najbliższego wolne miejsce i grzecznie pchał belkę, aż ogłosili koniec pracy.

Tego dnia jednak nic nie było już takie samo.

Trzask zbitej iluzji

Na początku był zszokowany, później przez chwilę podekscytowany, ale gdy w końcu dodał dwa do dwóch, co nie było wcale takie proste, bo szczurki nie są przecież jakoś specjalnie dobre z dodawania, poczuł się wściekły. A dokładnie – poczuł się oszukany.

Nagle okazało się, że po pierwsze, droga do pracy nie musi składać się z trzech zakrętów (dwóch w lewo i jednego w prawo, następujących naprzemiennie po sobie), a po drugie, że praca nie musi polegać na rytmicznym podskakiwaniu w górę i w dół.

Za sprawą zaledwie jednej głupiej pomyłki, całe jego życie legło w gruzach.

Niby nikt nigdy o tym nie mówił, ale Szczurek Andrzej był przekonany, że cały świat tak wygląda. Że wszyscy w drodze do pracy mają do pokonania trzy zakręty (dwa w lewo i jeden w prawo następujące naprzemiennie po sobie), a ich praca polega na rytmicznym podskakiwaniu w górę i w dół…

Nie mógł przestać o tym myśleć: jeżeli to mogło wyglądać inaczej, to co jeszcze? Może jest więcej rzeczy, które uważam za oczywiste, a które wcale takie nie są?

Wywiad

Szczurek Andrzej wiedział, że nic już nie będzie takie samo, ale mówiąc szczerze, nie miał pojęcia, jakie tak dokładnie będzie.

Postanowił więc wybadać inne szczurki na okoliczność ich pracy i drogi do niej. Podczas obiadów przysiadał się do innych stolików, rzucał jakąś oczywistą oczywistością na temat życia i obserwował:

– Ech, ten drugi zakręt po drodze, taki ostry, co?

 – Głupio tak cały dzień samemu pracować, nie?

 – A ten kocur co nas pilnuje – czarny jak noc!

Co ciekawe, zdał sobie sprawę, że przysiadanie się do innych szczurków podczas obiadów wcale nie było takie popularne. Zastanawiał się nawet, czy nie było zakazane, ale doszedł do smutnego wniosku, że szczurki nie bardzo miały ochotę ze sobą rozmawiać.

W związku z tym rzadko dostawał od nich odpowiedzi i raczej z min musiał odczytywać wskazówki. Czasami szczurki kiwały potakująco głowami, czasami rzucały mu zdezorientowane spojrzenie. To drugie oznaczało, że one muszą wykonywać zupełnie inną pracę i być może nie rozumieją nawet, co do nich mówi: „Jak to łapy bolą od podskakiwania, skoro całe dnie pcham belkę?!”

Z badań Szczurka Andrzeja wynikało, że prawie wszystkie szczurki robią coś zupełnie innego, ale są przekonane, że wszystkie robią dokładnie to samo. To było bardzo podejrzane.

Dlaczego nikt nigdy mu o tym nie powiedział? Odpowiedź na to pytanie była znowu równie prosta jak smutna: szczurki za dużo ze sobą nie rozmawiały, skupione na codziennych obowiązkach, jedzeniu swojego sera i… i było w tym coś jeszcze, ale teraz nie bardzo potrafił powiedzieć co.

Wiedział jednak, że nie może siedzieć bezczynnie i że jeżeli wróci teraz do swojego codziennego podskakiwania, to nic nigdy się nie zmieni.

Wielki Huk

Chciał zobaczyć kolejne miejsca pracy, ale nie wiedział od którego korytarza zacząć. Postanowił więc pójść po prostu do dwóch kolejnych i to właśnie okazało się być kluczem do jego wielkiego odkrycia.

Możesz odnieść wrażenie, że Szczurek Andrzej jest jakoś wyjątkowo odważny, ale to nie byłaby prawda. Szczurek Andrzej bał się jak cholera! Bardziej bał się jednak spędzić całe życie na podskakiwaniu niż poszukać odpowiedzi w kolejnym korytarzu.

W pierwszym z nich, zgodnie z jego oczekiwaniami, szczurki robiły coś zupełnie innego.

Tym razem ciągnęły linę, podnosząc coś ciężkiego do góry. Było to jednak ukryte za ścianą i mogły zobaczyć jedynie kawałek, gdy tuż nad ścianką coś nagle błyszczało. Błysk oznaczał również, że miały puścić linę i gdy to robiły, całe się napinały w oczekiwaniu na przeraźliwy huk, który następował sekundę później.

Potem, nie wiadomo skąd, słychać było szuranie, przesuwanie, a potem turlanie się czegoś za ścianą. To były równie zatrważające!

Gdy szuranie ustawało, szczurki znowu chwytały za rzemyk, ciągnęły go do tyłu, aż zobaczyły błysk, a puszczając jeżyły się w oczekiwaniu na straszny dźwięk.

Szczurek Andrzej pracował cały dzień w pocie czoła i podekscytowany czekał na to, co przyniesie kolejny dzień.

Drugi pokój również go nie rozczarował, chociaż był zaskoczony, jak łatwo jest zmieniać pokoje. Chyba nikt wcześniej tego nie próbował i dlatego nikt w tym nie przeszkadzał.

Pokój był bardzo szeroki, ale tak krótki, że szczurki ledwo mogły rozstawić się wzdłuż ściany. Gdy tylko usłyszały przeraźliwy huk, zaczynały pchać ścianę, dopóki nie usłyszały z kolei dziwnego turlania się. Wtedy przestawały pchać, oczekując w napięciu na kolejny huk. Tak mijał im cały dzień, a pokój wydłużał się coraz bardziej, gdy one przesuwały ściankę w dal.

Z biegiem czasu huk był coraz głośniejszy, jakby bliższy, a turlanie się przeraźliwsze. Gdy dochodziły do momentu, gdy huk zdawał się być tuż za ścianą a jej samej nie dawało się już popchnąć ani odrobinę, wielki czarny kocur syczał i szczurki uciekały do swoich norek.

Najdziwniejsze jednak było to, że następnego dnia ściana była znowu na samym początku a one musiały zbliżać się do tego przerażającego dźwięku.

Dary z niebios

Żaden ze szczurków nie mógł o tym wiedzieć, ale wielki huk nie był dziełem ani Kotów, ani niewidzialnych mocy. Wiedział o tym tylko Szczurek Andrzej, ale ciężko było to wytłumaczyć, choć wydawało się oczywiste.

Jedne szczurki podnosiły coś co upadało, a drugie szczurki podsuwały pod to coś, coś na co to coś upadało. Wniosek był więc prosty – one coś tam cięły. Ale co? Szczurek Andrzej nie miał wątpliwości. Na świecie była tylko jedna rzecz równo pocięta w kostkę – żółty ser.

One produkowały dla siebie ser!

Zawsze był pewien, że ser to dar od Kocich Oprawców, ale okazało się, że szczurki same sobie ten ser kroiły!

Czyż nie było to niesamowite? Wystarczyło pójść zaledwie do pokoju obok, żeby rozwikłać wielką zagadkę sera!

To jednak nie było wszystko. Szczurek Andrzej, który sam siebie mianował teraz Detektywem Andrzejem, zauważył coś jeszcze. Zdał sobie z tego sprawę dopiero teraz w tym czwartym pokoju. Kot, który ich pilnował był czarny! Czarny jak noc, z białą łatką koło pyska. Wyglądał tak samo jak ten, który pilnował go podczas podskakiwania. Jednak ten, który pilnował szczurków pchających belki, był rudy!

Skoro okazało się, że nie wszystkie koty wyglądają identycznie, można było założyć, że te , które wyglądały identyczne, były tym samym kotem. Oznaczało to, że czterech różnych pokoi i dziesiątków szczurków pilnowały zaledwie dwa koty!

To dopiero był wniosek, a ciężar wysiłku intelektualnego, który towarzyszył tej konkluzji, przygniótł Szczurka Andrzeja do ziemi. Dawno nie musiał wytężać tak bardzo głowy, w zasadzie nie pamiętał, kiedy ostatnio…

Szczurek Andrzej postanowił podzielić się z innymi swoim odkrycie, ale napotkał pewien problem. Niektóre szczurki nie bardzo chciały go słuchać, a te, które to robiły, nie bardzo mogły zrozumieć, o czym mówi. Jak to sami kroimy sobie ser?!

Zamknięte w małych pokoikach, robiące przez całe życie dokładnie to samo, nie potrafiły wyobrazić sobie niczego innego. Wiele z nich odchodziło, kiwając przecząco głową. Jakby nie chciały dopuścić do siebie żadnej innej myśli prócz tych starych i znanych.

Szczurek Andrzej był jednak zdeterminowany. Był przekonany co do dwóch rzeczy. Po pierwsze, dopóki będzie choć jeden szczurek, który będzie chciał posłuchać tego, co ktoś inny ma do powiedzenia, nie są jeszcze straceni. Po drugie, dopóki inne szczurki nie będą ciekawe, co znajduje się w innych pokojach, nigdy niczego nie zmienią.

Postanowił, że zanim zacznie działać na większą skalę, spróbuje odwiedzić jeszcze jeden pokój. Tym razem chciał pobiec za szczurkami, które jak dotąd najrzadziej zgadzały się z jego oczywistymi oczywistościami – te szczurki musiał robić coś całkowicie innego. Tak bardzo innego, że Szczurek Andrzej nie wiedział nawet, jak zadać pytanie, żeby dowiedzieć się co! Brakowało mu słów. Zakładał więc, że innym szczurkom też będzie brakować słów, żeby mu odpowiedzieć.

Niewysłowione zdziwienie

Tego dnia miał szczęście, bo żaden szczurek nie dostał „nagrody” i nie było zamieszania. Szybko skończył jeść ser i przyczaił się za swoją grupą, a gdy tylko i oni skończyli śniadanie, popędził za nimi.

Szczurki pobiegły do jednego z najdalej odsuniętych korytarzy. Tak jak się spodziewał, i ten korytarz był zupełnie inny. Miał dużo więcej zakrętów, a w powietrzu unosił się jakiś dziwny, przepyszny zapach.

Na końcu korytarza nie było typowego wyjścia. Stał tam natomiast wielki kocur pilnujący szczurków, gdy pośpiesznie zakładały dziwne worki na pyski i znikały w stojącej za nimi kałuży. Worki całkowicie zakrywały nosy i w zasadzie nie pozwalały otwierać pysków. W tym miejscu zapach był tak doskonały, że aż miało się ochotę gryźć powietrze.

W strachu przed wielkim kotem, który już zaczął mu się podejrzliwie przyglądać, Szczurek Andrzej chwycił jeden z worków i spróbował go założyć, biegnąc w stronę kałuży.

Nigdy, w całym swoim życiu, nie był jeszcze tak bardzo przerażony jak wtedy – przed skokiem do kałuży, z najwyraźniej źle założoną maską. Wiedział jednak, że nie ma wyboru. Zamknął oczy i skoczył na oślep za innymi szczurkami.

Gdy tylko zanurkował, woda zaczęła nalewać mu się do nosa i pyska, ale płynął cały czas dalej. Był przekonany, że już po nim, gdy zobaczył, że woda zaczyna być coraz jaśniejsza. Po chwili, prawdopodobnie ostatniej, jaka mu pozostała, wynurzył się na powierzchnię.

Od razu zaczęło kręcić mu się w głowie.

Na początku myślał, że to przez wodę, której się opił, ale dopiero po chwili zdał sobie sprawę, że chodziło o zapach. Zapach, który unosił się w całym pomieszczeniu. Był tak intensywny, że niemal można było się o niego oprzeć. Szczurek Andrzej nie miał wątpliwości, że to najdziwniejszy, ale i najpyszniejszy zapach, jaki kiedykolwiek czuł.

Rozejrzał się dookoła, żeby zlokalizować jego źródło. Nie musiał długo szukać. Na samym środku pokoju leżało coś dziwnego, otoczone zgrają zapracowanych szczurków, i to coś najwyraźniej było źródłem zapachu.

Dziwne coś

To dziwne coś mogło być jedynie wielkim martwym kotem, gdyby nie to, że wyglądało całkowicie inaczej.

Tam gdzie koty miały miękkie futro, miało śliskie i twarde płytki.

Tam gdzie koty miały długi, futrzasty ogon, miało pionowe, spłaszczone i mokre coś.

Tam gdzie Kot ma przyozdobiony wąsami pysk, z czarnymi oczkami skierowanymi do przodu, to coś miało mała bezzębną dziurkę i oczy przyklejone po bokach, tak jakby nie mogło widzieć, co było przed nim.

Całe to dziwne coś było rozcięte wzdłuż brzucha, a szczurki pośpiesznie wyciągały stamtąd wnętrzności. Niektóre zupełnie podobne do kocich, a niektóre zupełnie inne. Niby kości, ale jakieś cieńsze i ostre.

Szczurek Andrzej zbliżał się to tego dziwnego czegoś bardzo powoli, czuł się jak zahipnotyzowany. Nie mógł zrozumieć, dlaczego inne szczurki nie rzucają się do jedzenia czegoś, co pachnie tak doskonale!

Im bliżej był, tym bardziej przyśpieszał aż w końcu rzucił się na to dziwne coś i zatopił w tym zęby. Rzeczywiście było doskonałe. Zupełnie inne niż ser, przepyszne! Nie mógł się powstrzymać i łapał coraz większe kęsy. Zażerał się i miał wrażenie, że świat się zatrzymał, gdy nagle poczuł bardzo silne uderzenie w grzbiet. Przeleciał przez całą salę i zatrzymał się z głuchym hukiem na ścianie.

Od tego uderzenia trochę otrzeźwiał i zobaczył biegnącego w jego kierunku kota. Wszystkie szczurki stały jak wryte i gapiły się na to co się zaraz stanie. Kot jeszcze raz rąbnął go łapą i Szczurek Andrzej znowu przeleciał przez cały pokój. Tym razem jednak wylądował tuż obok tej wielkiej kałuży i tak szybko jak tylko mógł, zanim kot znowu do niego doskoczył tym razem z wyraźnym zamiarem odgryzienia jego głowy, wskoczył pod wodę.

Nagrody”

Szczurek Andrzej spędził kilka dni w ukryciu, liżąc rany – dosłownie. Miał rozcięte plecy, zwichniętą łapę, ale nie wiedział jeszcze, że wkrótce będzie miał również złamane serce.

W pysku wciąż czuł ten idealny, nie dający się z niczym porównać smak i czuł narastającą złość. Dlaczego nikt nigdy nie powiedział mu o tak wspaniałym smaku? Dlaczego nikt nigdy nie powiedział mu o tym, że jest w ogóle coś innego niż ser? Dlaczego nikt nigdy nie powiedział mu o… niczym?

Po kilku dniach stało się jasne, że musi w końcu wyjść z ukrycia, bo inaczej padnie z głodu, a wolał już zdecydowanie paść w walce z Kotem.

Kolejnego ranka poszedł więc do stołówki licząc, że może uda mu się ukraść jakiś ser i uciec, zanim koty go zauważą, ale ku jego wielkiemu zdziwieniu czekała na niego największa porcja sera jaką widział kiedykolwiek w życiu.

Nie mogąc nadziwić oczu i będąc skrajnie głodnym rzucił się na nią bez opamiętania. Jadł, jadł i jadł, nie zważając na nic, do póki nie zaspokoił pierwszego głodu. Dopiero wtedy, gdy na chwilę odsunął się od swojego sera zobaczył, że wokoło niego zgromadziły się szczurki patrzące na niego z nienawiścią.

Szybko zrozumiał co się dzieje i wykorzystał prawdopodobnie ostatnią chwilę na ucieczkę, gdy szczurki były już wściekłe, ale wciąż jeszcze zahipnotyzowane wielkim serem.

Wtedy wszystko zrozumiał.

W kolejnych dniach, za każdym razem gdy próbował z kimś porozmawiać szczurki prychały na niego i uciekały. Nawet te, które wcześniej były zainteresowane jego opowieściami, teraz groźnie na niego warczały. Żebyś znowu zabrał mój ser? – mówiło ich spojrzenie.

Wszystko stało się jasne.

Odrobina sera wystarczyła, żeby przestali ze sobą rozmawiać, choć jedynie to mogło wyrwać ich z tej iluzji.

Szczurek Andrzej miał jednak plan…

F.

Zdjęcie tytułowe: george ruiz