Dietmar

Mosiężne drzwi zatrzasnęły się ciężko. Starą Jak Świat Komnatę spowiła ciemność, którą powoli rozświetlały pochodnie zapalane przez Stróża. Powoli wypełniał ją również głuchy dźwięk Starego Jak Świat Żelaznego Gongu. Pod czarnymi płachtami, po plecach setek zebranych braci i sióstr, przeszły dreszcze podniecenia i niepokoju. Oto rozpoczął się Kongres TED Evil, „bliźniaczej organizacji TED, która płaci wszystkie rachunki”.*

Jako pierwszy, zgodnie z tradycją, przemówił Najstarszy z Bractwa Straconych Nadziei:

   – Drodzy bracia i siostry – zagrzmiał niski głos wydobywający się spod porcelanowej maski – Zebraliśmy się po raz kolejny, by debatować, naradzać się, wymieniać wiedzą, ale przede wszystkim, by celebrować sukces minionego roku – zawrzały gromkie brawa – Zabijanie kreatywności nie jest łatwym zadaniem. Wymaga sprytu, konsekwencji i niesłychanej innowacyjności, ale dzięki waszej ciężkiej pracy i licznym poświęceniom możemy święcić kolejne zwycięstwa. Wiem, że daliście z siebie wszystko – widzę to po wynikach! Widzę to po smutku w oczach młodych ludzi. Widzę to po kolejnych marnych kreacjach marketingowych. Widzę, a raczej słyszę to, po coraz marniejszych dokonaniach przemysłu muzycznego – electric house, D’N’B? Co to w ogóle znaczy?

Przez salę przetoczył się triumfalny chichot. Rzeczywiście, odkąd kilkanaście lat temu, wpadli na pomysł udostępnienia twórcom elektronicznych generatorów dźwięku, muzyka zdecydowanie podupadła ograniczając się do kilku powtarzających się bitów, przeplatanych monosylabowym pohukiwaniem. Wszyscy zwrócili się w kierunku Bractwa Zubażania Muzyki i z uznaniem pokiwali głowami.

   – Bracia i siostry – głos Najstarszego z Bractwa Straconych Nadziei grzmiał dalej. Niechaj Stara Jak Świat Komnata wypełni się brawami, przed wami Najstarszy z Bractwa Zapobiegania Wczesnego Rozwoju.

Najstarszy z Bractwa Zapobiegania Wczesnego Rozwoju wszedł na mównicę i uniósł nad głową dziecięcy rysunek przedstawiający astronautę. Po chwili, gdy brawa ucichły, podpalił go od najbliższej pochodni, tym samym puszczając symbolicznie z dymem, kolejne młodociane marzenie.

   – Bracia i siostry – jego piskliwy, przyzwyczajony do szeptania sennych koszmarów głos, poniósł się po Starej Jak Świat Komnacie – my, w Bractwie Zapobiegania Wczesnego Rozwoju lubimy myśleć o sobie jako o przedniej straży naszej drogiej organizacji. Nasze motto, niezmienne od wielu lat, brzmi: „lepiej zapobiegać niż leczyć”. Jesteśmy przekonani, co potwierdzają badania z Narodowego Centrum Regresu Osobowościowego z Pekinu, że to właśnie praca u podstaw daje największe efekty. Dobrze wdrożone przyzwyczajenie, do powtarzania schematów, trzymania się wytyczonego planu i nie sięgania dalej niż się widzi, wpajane od wczesnych lat dzieciństwa, jest gwarantem wyjałowienia ziemi, z której w przyszłości mogłaby narodzić się kreatywności.

Gromkie brawa przetoczyły się po Sali, a Najstarszy z Bractwa Zapobiegania Wczesnego Rozwoju kontynuował, uciszając wszystkich spokojnym ruchem ręki:

   – Niestety moi drodzy, świat nie stoi w miejscu. Musimy stale mieć się na baczności i bezwzględnie reagować na wszelkie próby podnoszone przez Drugą Stronę. Dzisiaj chciałbym pokazać wam, jak wiele zależy od naszego sposobu myślenia. To bowiem z jakiej perspektywy patrzymy na rzeczy definiuje jakich rozwiązań szukamy. Drobna zmiana postrzegania potrafi jednak zdziałać cuda.

   – Jak wiecie od wielu lat borykaliśmy się z problemem wykorzystania nowych technologii dla celów rozwojowych wśród niemowląt i małych dzieci. Wszystkie badania prowadzone nad grami edukacyjnymi pokazują jednoznacznie, że przynoszą one niekorzystne skutki w postaci rozwoju pamięci, poprawy koncentracji oraz polepszania się pamięci krótkotrwałej. Długo staraliśmy się dyskredytować te badania w mediach, ale bezskutecznie – Najstarszy westchnął ciężko i kontynuował – wszystko jednak zmieniło się, gdy postawiliśmy krok wstecz i przyjrzeliśmy się sprawie z dystansu. Tutaj chciałbym szczególnie podziękować Centrum Jednorodności z Tokio za pokazanie nam Big Picture wykorzystania technologii mobilnych. Widzicie, czasami warto jest przegrać małą bitwę, żeby wygrać całą wojnę.

    – To już nie chodzi o to, że dzieci rozwijają się, poprawiają pamięć, czy może nawet czasem wykorzystują logiczne myślenie. Chodzi o przyzwyczajanie ich do korzystania z rozrywki, której nie muszą samodzielnie tworzyć. Dzięki temu, przyzwyczajamy je do wysiłku i poruszania się wewnątrz określonych schematów, do korzystania z jednego zmysłu na raz oraz do odszukiwania cudzych koncepcji, zamiast tworzenia własnych. To jednak nie wszystko, zaobserwowaliśmy również zanikanie odruchów socjalnych, tendencję do zamykania się w sobie oraz przyzwyczajenie do ciągłego rozproszenia uwagi. Te odkrycia pozwoliły nam całkowicie zredefiniować nasze podejście do technologii mobilnych czyniąc z nich nasz główny obszar zainteresowań na kolejne lata. Dziękuję bardzo!

   – Ciekawe, doprawdy bardzo ciekawe – podsumował Najstarszy z Bractwa Straconych Nadziei – jak drobna zmiana perspektywy pozwala całkowicie zmienić podejście do tematu czyniąc z jednego narzędzia przyjaciela zamiast wroga. To jednak na co wszyscy z pewnością czekają, to odpowiedź na pytanie: co dalej? Co konkretnie chcecie osiągnąć w najbliższych latach?

   – Wraz z Bractwem Cyfrowych Uzależnień, chcemy skupić się na rozwijaniu mechanizmów, które Druga Strona dumnie nazwała „Grywalizacją” – stwierdził Najstarszy z Bractwa Zapobiegania Wczesnego Rozwoju. To szereg narzędzi i mechanik, które pozwalają zwiększać zaangażowanie Jednostek w gry, sprawiać, że częściej do nich wracają i dużo bardziej utożsamiają się ze swoimi wynikami.

   – Dziękuje bardzo – głos wrócił do prowadzącego. Gorące brawa dla Najstarszego i dla całego Bractwa Zapobiegania Wczesnego Rozwoju za wspaniałe osiągnięcia. Zanim przejdziemy do długo wyczekiwanego wystąpienia Bractwa Negatywnej Retoryki, przygotujcie się na krótkie, ale inspirujące case-study Bractwa Chorych Ambicji, na temat adaptacji strategii do rynków lokalnych.

   – Przyjaciele – zaczął Najstarszy, choć wcale nie taki stary z Bractwa Chorych Ambicji – w naszym pędzie do uniwersalizacji wszystkiego i wszystkich zapomnieliśmy, że potrafi to być broń obosieczna. Chciałbym zwrócić uwagę na ciekawy przypadek, jak regionalizacja działań i dostosowanie ich do specyfiki lokalnej kultury, potrafi przynieść zastraszające spustoszenie wśród kreatywności. Ta historia zaczyna się wiele lat temu, jeszcze za czasów panowania Starego-Dobrego-Trzymającego-Wszystkch-Za-Mordę-Bloku-Wschodniego. To prawdopodobnie wtedy wykształciło się na tych terenach podłoże, które już wkrótce pozwoliło nam zastosować w praktyce Teorię Szczepionki. Teoria Szczepionki w dziedzinie medycyny, została nakreślona przez Louisa Pasteur jeszcze w XIX wieku, ale dopiero niedawno udało się przenieść ją na grunt socjologiczny. Teoria ta zakłada, że odrobina trucizny, podana w kontrolowany sposób, może zapobiec zainfekowaniu organizmu trucizną w większej skali. Zastanawialiśmy się, czy taki sam efekt przyniesie to wśród struktur emocjonalnych.

   – W chwili obecnej testujemy na terenach Starego-Dobrego-Trzymającego-Wszystkch-Za-Mordę-Bloku-Wschodniego metodę polegającą na dawkowaniu sukcesu przypadkowym osobom, w celu wywołania zawiści wśród innych Jednostek. Zauważyliśmy, że kontrolowana dawka sukcesu w mediach, pobudza czujność Jednostek do wychwytywania i powstrzymywania innych, przed próbami wyrwania się z bagna w którym się znajdują. Zauważyliśmy, że szczególnie sprawdza się to gdy sukces odnoszą jednostki z mniejszości etnicznych lub seksualnych. Wydaje się, że wtedy Współczynnik Żółci działa ze swoją największą intensywnością. Dzięki temu nie musimy już poświęcać tyle czasu na kontrolowanie jednostek przed osiąganiem sukcesów i wykorzystywaniem talentów, ponieważ robią to sami. Oczywiście, jest to metodologia nie do wdrożenia na terenach zajmowanych przez kultury anglosaskie gdzie, niestety, jeden sukces napędza kolejny. Tym niemniej zachęcam wszystkie Bractwa, do szukania unikalnych cech w swoich branżach i na terenach podlegających ich jurysdykcji. Bardzo dziękuję!

Przy owacjach na stojąco i głośnych gwizdach Bractwa Odcinania od Natury, przekazano głos Bractwu Negatywnej Retoryki.

Jak łatwo się domyśleć, Bractwo Negatywnej Retoryki, specjalizowało się głównie w oczyszczaniu języka ze sformułowań, które mogłyby pobudzić w jednostkach nadzieję i promowaniu w ich miejsce negatywnych zamienników. Dużym źródłem ich inspiracji były prace Georga Orwella, który pokazał, że słownictwo może być kluczem do ludzkiej psychiki.

Powtarzając odpowiednie słowa wystarczająco często i nie dając możliwości zastępowania ich innymi zwrotami, możemy ugruntować określony sposób myślenia. W tym roku celem Bractwa było „zakorzenianie przekonania o niemocy własnej”. Jak mówił Najstarszy, promowano szczególnie sformułowania typu „boję się”, „nie dam rady”, „nie potrafię”, „ja nigdy będę…”, itd. Stawiano również duży nacisk na ostateczność używanych sformułowań:

   – Chodzi o to – jak tłumaczył Najstarszy – żeby za stwierdzeniem, „nie potrafię” kryło się przekonanie o tym, że jest to stan ostateczny, niezmienialny. Jeszcze kilka lat temu, miało ono wydźwięk otwarty. Stwierdzenie „nie potrafię” często poprzedzano partykułą „jeszcze”, co niestety pozostawiało pole do nadziei i kierowało oczy jednostek w złym kierunku. Na całe szczęście udało nam się wyplenić to niefortunne sformułowanie, za sprawą komentarzy i szeroko pojętego hejtingu w sieci.

Tym razem zdawało się, że owacje nie będę miały końca, ale nie ma czemu się dziwić. W tym roku prawie wszystkie Bractwa osiągnęły doskonałe wyniki i tym bardziej były skore do wiwatowania innym. Przyszedł jednak czas na budzące wiele emocji wystąpienie Najstarszego z Bractwa Wyczerpania i Niemocy, a wraz z jego wejściem na mównicę Stara Jak Świat Komnata zamarła grobową ciszą.

   – Jak wiecie w herbie naszego Bractwa – zaczął filozoficznie Najstarszy – od lat pobrzmiewa stara łacińska sentencja Mens Toxicus In Corpore Toxico – w toksycznym ciele, toksyczny duch. Odkryli to już Rzymianie, którzy do swoich miast dostarczali wodę ołowianymi rurociągami, zatruwając powoli całe społeczności. I my dzisiaj kontynuujemy ich prace, choć rynek zmienił się tak diametralnie – westchnął z rozmarzeniem Najstarszy. Dzisiaj, w gąszczu regulacji i nieuchronnemu postępowi badań nad szkodliwością metali ciężkich, skupiamy się przede wszystkim na obniżaniu wartości odżywczej posiłków. Wychodzimy z założenia, że jeżeli jednostki będą wystarczająco zmęczone, nie będą starać się rozwijać swoich zainteresowań. Tutaj, nie mógłbym nie wspomnieć, o doskonałej pracy Bractwa Wydłużania Korporacyjnych Godzin Pracy i Bractwa Kultu Zapracowania. Poprosiłbym o brawa!

   – Dziś chciałbym zwrócić szczególną uwagę na to, co było naszym głównym celem przez ostatnie kilka – jeśli nie kilkadziesiąt lat. Pozwólcie, że na początku podzielę się z wami uniwersalnym wnioskiem, „niektóre przyzwyczajenia łatwiej jest zamieniać na nowe, niż starać się je całkowicie wyplenić”.

   – Zauważyliśmy, że większość jednostek nie jest wstanie, na dłuższą metę, pracować więcej niż 10-12 godzin dziennie. Zwiększanie tej liczby grozi buntem jednostek i poszukiwaniem przez nie szczęścia w Bieszczadach. Najlepiej jest więc utrzymywać ilość godzin pracy na wysokim, ale znośnym poziomie, tak, aby jednostki czuły się kiepsko, ale nie beznadziejnie. To gwarantuje, że przez długie lata nie będą podejmowały żadnych akcji. Zrozumiawszy tę mechanikę, nie mieliśmy innego wyboru, niż skupić się na reszcie ich dnia, na tak zwanym czasie wolnym. Trudno było przekonać jednostki, żeby nie relaksowały się po pracy, szczególnie w te ich lewackie weekendy, więc szukaliśmy sposobów na maksymalne obniżenie wartości tego czasu. Kluczem okazały się używki, głównie alkohol, który, podobnie jak gry mobilne dla dzieci, daje poczucie pozornego relaksu, ale jego skutki w większej skali są druzgocące. Szczególnie dobrze udało nam się wylansować kulturę czwartkowo-niedzielnego resetu wśród osób między 19, a 25 rokiem życia. Ta grupa, ze względu na największą ilość energii i nowo nabytą świadomość, mogłaby być bardzo niebezpieczna, na szczęście utrzymywana w wielotygodniowych ciągach alkoholowych, skutecznie odcina się od swojej kreatywności. Uważamy wręcz, że te kilka godzin piątkowych i sobotnich libacji są naszym najlepiej zainwestowanym czasem. Nie dość, że osłabiają organizm, wywołują w nim stany lękowe to jeszcze zwiększają popyt na śmieciowe jedzenie, w którym możemy przemycać pozostałe, niezbędne składniki.

   – Niestety, nie wszystko jest tak kolorowe. Na horyzoncie pojawił się nowy wróg. Po złotych latach kultu fast foodów i prymie amerykańskiego stylu życia, nastała moda na sport i zdrowe odżywianie. O to drugie jesteśmy oczywiście spokojni. W międzyczasie tak bardzo zepsuliśmy rynek, że nawet kilku Czytających-Etykiety-Wariatów i tych nieszczęsnych wegetarian, nie powinno zrobić różnicy. Wysiłek fizyczny wciąż jednak pozostaje problemem. Mimo, że Bractwo Propagandy robi co może, żeby powiązać sport ze zdjęciami z siłowni w za drogich ubraniach, to jednak część osób naprawdę ćwiczy. Będziemy wnosić, aby potraktować problem Usportowienia Jednostek, jako jeden z priorytetów w Planie Zabijania Kreatywności na lata 2016-2021. Dziękuję.

To powiedziawszy zwierzchnik Bractwa Wyczerpania i Niemocy, zszedł ze sceny ustępując miejsce ostatniemu Najstarszemu, którego wystąpienie miało zamknąć oficjalną część ceremonii.

Później bractwa dzieliły się na mniejsze grupy i rozchodziły do scen tematycznych, by spokojnie dzielić się wiedzą i wymieniać doświadczeniami. Nie od dziś wiadomo, że to właśnie wspólny wysiłek i działania prowadzone, na wielu, pozornie niezwiązanych ze sobą frontach, przynosiły najlepsze rezultaty.

Jako ostatni miał wystąpić Najstarszy z bractwa, które na dobre zapisało się w historii TED Evil. Bractwa, którego prace miały tak wielki wpływ na zabijanie kreatywność, że odciśnięto ich stopę (symbol deptania) w Hall of Fame, korytarzu prowadzącym do Starej Jak Świat Komnaty.

Na scenę wyszedł młody człowiek, z lekko zakrzywionym nosem, ukrytym, jak u każdego pod porcelanową maską. Najstarszy z Bractwa Pozornego Zajęcia rozpoczął swoje przemówienie. Nikt nie spodziewał się niczego konkretnego, ale każdy chciał posłuchać. Z jakiegoś powodu nikt nie mógł oderwać do niego wzroku. Mówiono, że to on najbardziej przesiąkł swoimi pracami. Odkąd kilka lat temu Bractwo Pozornego Zajęcia wprowadziło na rynek sieci społecznościowie, świat stanął na głowie. Ten ruch był bardzo ryzykowny, tak dużo rzeczy mogło przecież pójść nie tak! Z perspektywy czasu social media okazały się jednak strzałem w dziesiątkę.

Bractwo Pozornego Zajęcia urosło tak bardzo, że zmuszone było podzielić się na wiele mniejszych jednostek i tak powstały: Bractwo Próżności, Bractwo Cyber Stalkingu, Bractwo Przywiązania do Ekranu, Bractwo Śmieciowego Kontentu oraz Bractwo Płytkiego Zaangażowania. To ostatnie zajmowało się dostarczaniem altruistycznej satysfakcji osobom, które wspierały akcje humanitarne „lajkami” i udostępnieniami. Nie miało to za dużo wspólnego z zabijaniem kreatywności, ale zaspokoiwszy potrzebę bycia potrzebnym, wśród dzieci z krajów pierwszego świata, powstrzymywało wszelkie przejawy prawdziwych zmian, co zawsze było jakimś sukcesem.

W tym roku Najstarszy podczas swojego wystąpienia skupił się głównie na zmianie przycisków do wyrażania emocji. Wciąż uważał, że stary dobry „kciuk w górę” był ich największym osiągnięciem. To właśnie dzięki niemu udało się do minimum ograniczyć emocjonalne zaangażowanie w treści i rozwiązać potrzebę oceniania informacji, co mogłoby doprowadzić do jakiś głębszych przemyśleń. Niestety świat idzie do przodu, tak jak słusznie wspomniano w trakcie otwarcia. Najstarszy miał więc nadzieję, że nowe przyciski, pozornie dające większe możliwości, mimo wszystko spłycą społeczne kontakty.

Oklaski, gwizdy i wrzaski długo odbijały się echem w Starej Jak Świat Komnacie. Ta jednak nigdy do końca nie zasypia. Tu zawsze coś się dzieje. Ktoś zawsze kombinuje, ktoś zawsze przemawia, ktoś zawsze dzieli się wiedzą. Nie mieli przecież wyboru. Gra toczyła się o wysoką stawkę, a kolejne batalie rozgrywały się każdego dnia. Wystarczyłoby, żeby któreś Bractwo opuściło na chwilę gardę, a niechciana energia mogłaby zalać cały świat.

F.

* Nazwę TED Evil uknuł jako pierwszy Rory Sutherland podczas swojego wystąpienia na TEDGlobal 2009

* Zdjęcie tytułowe: Dietmar