pages

W piątek stuknęły mi setne poranne strony. Pierwsza myśl? Duma!

Na początku chciałem podzielić się z wami moimi przemyśleniami na temat porannych stron jako ćwiczenia (więcej tutaj lub tutaj), co zmieniły w moim podejściu do pisania, jak się mają do rozwijania kreatywności i tak dalej.

Szybko jednak zdałem sobie sprawę, że ten post powinien być o czymś zupełnie innym: o budowaniu nawyków.

Prawdopodobnie jeszcze nigdy w życiu nie udało mi się kontynuować czegoś tak długo i tak sumiennie. Sto dni nieprzerwanej praktyki – nie licząc pierwszego stycznia, który i tak ponoć nie istnieje – daje mi prawo powiedzieć, że poranne strony weszły mi w krew.

Na przestrzeni tych trzech miesięcy sporo się nauczyłem i chciałbym podzielić się z wami kilkoma przemyśleniami na temat tego, w jaki sposób skutecznie budować nowe nawyki. Jeżeli szukacie szerszego materiału na ten temat, polecam tego e-booka.

Daj sobie 21 dni

To chyba najważniejsza rzecz, jakiej nauczyłem się w tym czasie. Budując nowy nawyk, potrzebujesz okresu ochronnego. Potrzebujesz stu procent uwagi i jak najwięcej powodów, żeby „zostać w grze”.

Prędzej czy później, a na pewno w ciągu kilku pierwszych dni, przyjdzie moment zwątpienia, gdy ogarnie cię poczucie bezsensu, gdy poczujesz się słabo i gdy będziesz chcieć zarzucić cały plan. Jeżeli będziesz wtedy mieć świadomość, że czeka cię całe życie codziennego robienia tej jednej rzeczy, to bardzo prawdopodobne, że poczujesz się tym przytłoczony.

Jeżeli jednak będziesz mieć świadomość, że to tylko 21 dni, że to nawet nie cały miesiąc i że jeszcze tylko trochę potrzeba, żeby zrealizować swój cel, to będzie ci zdecydowanie łatwiej się podnieść.

Potrzebujesz bodźca, który pozwoli ci przebić się przez tą pierwszą zaporę – każda kolejna jest już lżejsza.

Momentum

Brian Tracy pisał o tym:

„These two laws (law of momentum & law of interia) imply that it may be hard to get started toward your goal because you have to fight the pull of the comfort zone and the force of inertia. But, once you get into motion toward something that is important to you, it’s much easier to continue making progress than it is if you stop somewhere along the way and have to start again.”

Jest taka niewidzialna siła, która nie lubi zmian i zawsze przeszkadza w budowaniu nowych nawyków.

Nikt jej nie lubi, ale jeżeli spojrzysz na nią jako na siłę, która nie powstrzymuje cię od rozwoju, a raczej pracuje nad tym, żeby utrzymać status quo, to może się okazać bardziej pomocna, niż się wydaje.

Wystarczy tylko zmienić punkt zero. Wytrzymać ten pierwszy okres, dopóki coś, co było nowe, nie stanie się czymś, co jest normalne.

Od teraz ta sama siła będzie pilnować, żeby nie odpuścić sobie tego, co stało się nowym status quo, czyli na przykład codziennym porannym wstawaniem. To właśnie ta siła pomogła mi pisać moje poranne strony nawet o 5:30 tylko po to, żeby zdążyć przed wyjazdem. Warto tutaj zaznaczyć, że poranne strony zajmują mi około czterdziestu minut.

Pewnego dnia niezrobienie czegoś będzie dziwniejsze niż zrobienie tego i to właśnie moment, w którym pojawił się nowy nawyk. Nie oznacza to, że nie potrzebujesz już samo dyscypliny, teraz będzie po prostu trochę łatwiej, zanim to jednak nastąpi, piłka jest po twojej stronie.

Jak zmieniać rutynę

Bardzo często jest tak, że po kilkunastu dniach okazuje się, że w naszej nowej rutynie coś zupełnie nie ma sensu. Pojawia się wtedy dylemat, czy zmienić rutynę w trakcie, żeby była łatwiejsza do zorganizowania, czy trzymać się jej przez kolejne dwa tygodnie, żeby budować w sobie nawyk?

Odpowiedzią wydaje się być zasada, że zmiany w rutynie mogą dotyczyć tylko następnego dnia. Dzięki temu mamy pewność, że nie wynikają z lenistwa, czy kiepskiej organizacji czasu, ale są odpowiedzią na realną potrzebę, która wyszła w praniu.

Zostań w grze choćby na chwilę

Gdy oglądasz piłkę nożną, możesz zauważyć, że czasami trenerzy wpuszczają na ostatnie pięć minut jakiegoś zawodnika z ławki rezerwowej. Długo zastanawiałem się, po co? Co te kilka minut dla niego zmieni? Okazuje się jednak, że świadomość wejścia na boisko jest dużo ważniejsza od tego, ile się na nim spędziło. Podobnie sprawy się mają z budowaniem nawyków.

Często, szczególnie gdy nasz dzień wywróci się do góry nogami, okazuje się, że mamy za mało czasu, żeby dopełnić naszej codziennej rutyny. Mamy trochę czasu, na przykład połowę, ale nie tyle, żeby zrobić wszystko tak, jak zaplanowaliśmy. Pojawia się wtedy pokusa, żeby odpuścić sobie tego dnia – po co iść pobiegać, skoro mamy czas tylko na dwa kilometry?

To, od czego zależy nasze późniejsze poczucie zwycięstwa czy porażki, to nie ile kilometrów zrobiliśmy, tylko czy założyliśmy sportowe buty.

Gdy w międzyczasie doznałem kontuzji barku, stanąłem przed wyborem – zarzucić strony na kilka dni, czy zmniejszyć ich ilość? Ostatecznie postanowiłem pisać po zaledwie jednej, czasem niecałej, stronie dziennie, tylko po to, żeby mieć świadomość, że pojawiłem się na mojej warcie.

Buduj jeden nawyk na raz

Budowanie nowego nawyku to bardzo trudna sprawa, szczególnie przez pierwsze kilka dni. Zadbaj więc o to, żeby nie martwić się zbyt wieloma rzeczami. Pamiętaj, że na początku, gdy momentum działa silnie przeciwko tobie, jest najtrudniej.

Łatwo jest popaść w hurraoptymizm, gdy pewnego dnia postanawiamy, że całkowicie zmienimy nasze życie. Rzucamy papierosy, wstajemy rano, chodzimy na siłownie i oczywiście zero słodyczy… W takiej sytuacji łatwo jest jednak szybko się zniechęcić, a wtedy ponosimy druzgoczącą porażkę nie w jednym, a w kilku obszarach, co dodatkowo pogłębia rozpacz. Pojawia się efekt domina, gdy nie udaje nam się dotrzymać jednego słowa, obniża się nasza pewność siebie i potem poddajemy się na wszystkich polach.

Dlatego bardzo ważne jest budowanie jednego nawyku naraz!

Rozpoczęcie wprowadzania zmian od jednego nawyku oznacza, że robimy to w przemyślany sposób, że budujemy pewną strategię, a nie poddajemy się chwilowemu przypływowi optymizmu.

Jeżeli jednak czujecie potrzebę zmian na bardzo wielu frontach, albo gdy jedna zmiana wymaga też zmiany w innym obszarze, żeby miała sens, wyznaczcie sobie JEDEN cel główny, z którego będziecie się rozliczać, a wszystko inne traktujcie jako dodatek. Coś, czego nie musicie robić.

Po 21 dniach, gdy okaże się, że udało się zbudować jeden nawyk, będziesz mieć więcej siły i zaparcia do budowania kolejnych. Budując nawyki tak naprawdę budujesz swoją pewność siebie.

Zapewnij sobie wsparcie

Budowanie nawyków potrafi być trudne, dlatego warto zapewnić sobie wsparcie.

W moim przypadku tą osobą był mój serdeczny przyjaciel, Krzysztof Kris Kuich. Chciałbym mu z tego miejsca podziękować za propozycję rozpoczęcia próby 21 dni, podstawową wiedzę i dużą dawkę motywacji, która zapoczątkowała to momentum.

Ty też możesz tak zrobić. Wystarczy, że powiesz jednej osobie o swoim planie i poprosisz ją, aby codziennie rozliczała cię z tego, co zostało wykonane. To powinna być osoba, do której masz dużo szacunku, żeby perspektywa porażki w jej oczach motywowała cię do działania.

Możesz też, tak jak my, założyć grupę na Facebooku, na której codziennie będziesz zamieszczać informację, że udało się zrealizować plan. To też mimochodem sprowadza nas do kolejnego punktu…

Zapisz swój cel

Te słowa zostały już powiedziane milion razy i udowodnione badaniami naukowymi w te i nazad, są jednak zbyt ważne, żeby nie wspominać o nich przy każdej okazji.

Cele zapisane na papierze stają się prawdziwe i mają zdecydowanie większe prawdopodobieństwo realizacji niż te, które tylko krążą nam po głowie.

Zapisany cel nabiera jasnej struktury, a słowa na papierze nabierają powagi. To forma kontraktu, który podpisujemy sami ze sobą, znacznie bardziej wiążąca niż coś co powiemy sobie przed nosem.

Esencja

Warto.

Dobre zmiany ciągną za sobą inne. Gdy zmieniamy nasze życie w jednym aspekcie, gdy budujemy nowy zdrowy nawyk, bardzo szybko zaczną się pojawiać się kolejne.

Nie zawsze zdajesz sobie sprawę z tego sprawę w trakcie, ale to oczywiste, gdy spojrzysz wstecz. Gdy zaczniesz chodzić na siłownię, prawdopodobnie szybko zaczniesz się interesować dietą, żeby potęgować efekt treningów, a od tego już tylko krok, żeby zacząć się zdrowo odżywiać i na przykład rzucić papierosy.

W moim przypadku tym niespodziewanym efektem ubocznym było rozwiązanie problemu porannego wstawania. Jeżeli znamy się dłużej, to wiesz, że poranek nie jest moim najlepszym okresem w ciągu dnia. Delikatnie rzecz ujmując.

Odkąd jednak piszę poranne strony, moje poranki zmieniły się całkowicie. Może nie tryskam entuzjazmem od pierwszych sekund, ale wstaję zawsze na czas, równo z budzikiem i dużo szybciej doprowadzam się do stanu pełnej użyteczności.

Szkoda, że nikt nie powiedział mi na studiach, że dodanie sobie rano czterdziestu minut rutyny rozwiązuje tyle problemów…

F.

P.S.

Chciałem podzielić się z Tobą jeszcze jedną rzeczą. Napisanie tego posta zajęło mi około dziesięciu roboczogodzin, nie mówiąc o setkach godzin, które doprowadziły mnie do tych przemyśleń i w ogóle do powstania tego bloga.

„Nie potrzebuję klepania po plecach, może być szybki płaski”, potrzebuję jednak JAKIEJŚ informacji zwrotniej. Najlepiej w formie komentarza. Jeżeli nie masz pomysłu co napisać, zostaw chociaż :), żebym wiedział, że to nie ruskie boty klepią wejścia na bloga.

Dowiedź się też, dlaczego nie komentując mordujesz małe sówki.

* Zdjęcie tytułowe: Greene County, Pennsylvania, Archives Project