Zrzut ekranu 2015-12-01 o 16.09.39

Siedziałem na zimnym kamieniu. Dookoła przechodzili ludzie, nie zwracając na mnie najmniejszej uwagi. Zazwyczaj by mi to nie przeszkadzało, ten wieczór był jednak inny.

Od kilku tygodni mieszkałem w Walencji i żeby trochę zarobić postanowiłem sprzedać kilka obrazów. Rozstawiałem się z nimi w różnych miejscach i o różnych porach dnia, aż artystka z Chile pokazała mi te najlepsze.

To była Carrer del Micalet, mała uliczka wzdłuż Catedral de Valencia, łącząca dwa najważniejsze turystyczne place. Tutaj nawet Hiszpanie chodzili wolniej, zmierzając do restauracji bez codziennej gorączki załatwiania małych spraw.

Mimo że nie sprzedałem żadnego obrazu, spotkałem sporo dziwnych ludzi. Ulicznych artystów, performerów, bezdomnych i innych żyjących w alternatywny sposób. Usłyszałem sporo historii, ale na nie przyjdzie czas innym razem.

Ta najważniejsza bowiem wydarzyła się następnego dnia.

Przyszedłem do biura, w którym odbywałem staż. Wystarczyła chwila i już wiedziałem, że coś jest inaczej. To było dziwne, ale bardzo przyjemne uczucie – usiąść na miękkim fotelu w ciepłym pokoju z dachem (dzięki któremu woda nie kapała mi na głowę, co było problemem dnia poprzedniego).

Przyjemnie było wypić włoskie espresso, później herbatę i jeszcze podgrzać sobie jedzenie w mikrofalówce. Mogłem nawet pójść do łazienki zostawiając wszystkie moje rzeczy na biurku i nie bać się, że ktoś mnie okradnie…

Pomyślałem sobie wtedy: jest tyle rzeczy, które bierzemy za oczywiste, uznając, że są po prostu integralną częścią innych rzeczy. Jesteśmy tak pewni, że będą tutaj zawsze, że nam się należą – że nawet nie zwracamy na nie uwagi.

 Jeżeli nie jesteśmy wdzięczni za to, co już mamy, dlaczego myślimy, że będziemy szczęśliwsi mając więcej?

Happines is new productivity

Mindvalley to mała firma z Kuala Lumpur, zajmująca się publikowaniem i dystrybucją materiałów związanych z rozwojem osobistym i duchowym. Po udanych początkach trafiła na kilka lat kiepskiej passy, w których przychód rósł, ale zysk malał. Powoli zaczynała mieć problemy z bankami.

Jednak pomiędzy 2008 a 2009 rokiem ich zyski skoczyły ponad 400%, osiągając pułap około 11 milionów dolarów. Vishen Lakhiani, założyciel Mindvalley, widzi sukces firmy w mistycznym stanie flow.

Flow to stan, w którym dana osoba jest całkowicie skoncentrowana na tym, co robi, i czerpie z tego dużą przyjemność. To stan pełnej koncentracji, w którym jesteśmy najbliżej osiągania naszych pełnych możliwości. To wtedy jesteśmy najbardziej kreatywni i produktywni.

Jak zatem wejść w stan flow?

Według Mihály Csíkszentmihályi flow to delikatny balans pomiędzy byciem szczęśliwym tu i teraz, a posiadaniem wielkiej wizji przyszłości i tego, dokąd się zmierza.

Jednym z kroków podjętych, by wspierać stan flow, było odpalenie Gratitude Log – strony internetowej, gdzie każdy z pracowników, managerów, dostawców, klientów i wszystkich osób związanych z firmą, mógł dzielić się tym za co jest wdzięczny w ciągu ostatnich 24 godzin.

Dlaczego? Ponieważ wdzięczność znacząco podnosi nasz poziom szczęścia.

Gdy siadam wieczorem do mojej medytacji wdzięczności, wymieniam wszystko, co działo się tego dnia, i jestem za to wdzięczny. Żeby to zrobić, muszę przypomnieć sobie wszystkie dobre rzeczy, które mnie danego dnia spotkały. Co ciekawe, to najczęściej małe, przyziemne i bardzo proste rzeczy.

Niestety większość z nas, mieszkających w Europie i Ameryce Północnej, rozleniwiona stuleciem pokoju, prosperity i bogactwa, stała się bardzo arogancka. Mamy tak wiele, że o tym zapominamy. Wydaje nam się, że na to wszystko zasługujemy, albo – co gorsza – że nam się to należy. Ignorujemy bogactwo, które już mamy.

Świat w jednej wiosce

Gdyby można było przeskalować ludność całego świata do wioski o 100 mieszkańcach, zachowując proporcje ludzi mieszkających na Ziemi, wioska składałaby się z: 57 Azjatów, 21 Europejczyków, 14 Amerykanów (Północna, Środkowa i Południowa), 6 Afrykanów.

Byłyby tam: 52 kobiety i 48 mężczyzn, 30 białych i 70 nie-białych, 30 chrześcijan i 70 nie-chrześcijan, 89 heteroseksualnych i 11 homoseksualnych.

6 osób posiadałoby 59% całego bogactwa i wszyscy oni pochodziliby z USA.

80 mieszkałoby w ubogich domach, 70 byłoby analfabetami, 50 zmagałoby się z niedożywieniem, 1 właśnie by umierał, a 1 się rodził.

1 posiadałby komputer i 1 posiadałby dyplom uniwersytecki.

Gdyby w ten sposób patrzeć na świat, konieczność akceptacji i zrozumienia stałaby się oczywista. Ale zastanów się jeszcze nad tym.

Jeśli budzisz się dziś rano w dobrym zdrowiu, masz więcej szczęścia niż milion ludzi, którzy nie ujrzą przyszłego tygodnia.

Jeżeli nigdy nie zdarzyło ci się zetknąć z niebezpieczeństwami wojny, samotnością więźnia, mękami tortur, bliską śmiercią głodową – masz lepiej niż 500 milionów ludzi.

Jeżeli możesz pójść do kościoła bez lęku, że ktoś cię pobije lub zabije, masz więcej szczęścia niż 3 miliardy ludzi. Jeżeli masz jedzenie w lodówce, ubranie na grzbiecie, dach nad głową oraz miejsce do spania, jesteś bogatszy niż 75% mieszkańców Ziemi.

Jeżeli masz aktualnie pieniądze w banku, do tego trochę drobnych w portfelu, to należysz do 8 uprzywilejowanych spośród 100 ludzi na tym Świecie.

Dwa wymiary wdzięczności

Jeżeli czytasz teraz tego bloga, to pewnie masz spokojną chwilę, żeby odpalić smartfona z szerokopasmowym dostępem do internetu. Nie martwisz się o swoje życie.

Wdzięczność podnosi nasz poziom szczęścia, bo najpierw musimy przypomnieć sobie, jak wiele dobrego wydarzyło się dzisiaj w naszym życiu.

Nie chodzi mi o to, że teraz musisz być szczęśliwy albo, że jesteś winny bycie szczęśliwym komuś kto ma mniej. Działa to raczej odwrotnie. Gdy zobaczysz ile masz, trudno się chociaż na chwilę nie uśmiechnąć, a to często potrafi całkowicie zmienić dzień.

Jest jednak coś dużo ważniejszego.

Gdy pisałem o mojej „praktyce wdzięczności” napisałem, że wymieniam wszystko co wydarzyło się tego dnia i jestem za to wdzięczny. Zwróć uwagę na słowo: wszystko.

Zaczynam oczywiście od tego co według mnie było „dobre” kończę jednak na tym, co wcale takie moim zdaniem nie było. W tym tkwi sekret wdzięczności.

Jestem wdzięczny za przeciwności losu, ponieważ mnie kształtują.

Jestem wdzięczny za kłótnie, bo prowadzą do bliskości.

Jestem wdzięczny za smutek, bo jest częścią szczęścia.

Jestem wdzięczny za błędy, bo pozwalają stawiać kolejne kroki.

Prawda jest jak zwykle bardzo prosta: żeby poczuć się za coś wdzięcznym, musisz najpierw to zaakceptować.

Ciężar

Dwaj mnisi – jeden stary, a drugi bardzo młody – wracali błotnistą leśną ścieżką do swego klasztoru w Japonii. Podeszli do ślicznej kobiety, która stała bezradnie na brzegu mulistego, szybko płynącego strumienia.

Widząc, że jest w potrzebie, starszy mnich wziął ją na ręce i przeniósł przez wodę. Ona uśmiechała się do niego, oplatając ramionami jego szyję, aż on delikatnie postawił ją na drugim brzegu.

Kobieta podziękowała, skłoniła się, a mnisi w ciszy ruszyli w dalszą drogę.

Kiedy zbliżali się do bram klasztoru, młody mnich nie mógł już dłużej wytrzymać.

– Jak mogłeś brać w ramiona piękną kobietę? – wybuchnął. – Takie zachowanie nie przystoi mnichowi!

Stary mnich popatrzył na towarzysza podróży i odparł:

– Ja zostawiłem ją dawno na brzegu, a ty nadal ją niesiesz.

Esencja

Wielu z nas żyje, lub czasami żyje, przeszłością. Rozpamiętując stale to, co się nie udało lub to co miało pójść lepiej. Dopóki jednak nie zaakceptujemy tego, co się wydarzyło, stoimy jakby obok życia i nie mamy szansy pójść dalej.

Moment akceptacji zmienia wszystko! Oto nagle przestajesz blokować energię i pozwalasz płynąć jej swobodnie – różnica jest olbrzymia. Stajesz się z powrotem częścią życia.

Skoro i tak nie możesz cofnąć albo zmienić tego, co się stało, możesz jedynie to zaakceptować. Oczywiście nie zawsze jest to łatwe, ale, niezależnie od rozmiaru tragedii – to jedyne wyjście.

W tym tkwi sekret wdzięczności. Godzisz się z rzeczywistością. Nie oznacza to absolutnie, że „godzisz się ze swoim losem” albo przestajesz walczyć, wręcz przeciwnie!

Dopiero teraz możesz podnieść się po porażce. Już nie przygniata cię jej ciężar.

F.