trampolina

Drobny zakład z 1960 roku na zawsze zmienił oblicze literatury.

Na szali leżało 50 dolarów. To nie przypadkowa liczba. Tyle właśnie słów dostał Dr. Seuss od swojego wydawcy na napisanie książki dla dzieci.

Oto one: a, am, and, anywhere, are, be, boat, box, car, could, dark, do, eat, eggs, fox, goat, good, green, ham, here, house, I, if, in, let, like, may, me, mouse, not, on, or, rain, Sam, say, see, so, thank, that, the, them, there, they, train, tree, try, will, with, would, you.

Wydaje się to nierealne, prawda?

Kilka miesięcy później powstała książka Green Eggs and Ham, która sprzedała się w milionach egzemplarzy i jest uznawana za jedną z najlepszych książek dla dzieci.

Morał? Ograniczenia napędzają kreatywność.

Paradoks wyboru

Zanim jednak o ograniczeniach, to najpierw o braku ograniczeń.

Barry Schwartz przytacza badania nad zachowaniem pracowników wybierających dobrowolny fundusz emerytalny w jednej z dużych amerykańskich korporacji. Vanguard zatrudnia blisko milion pracowników w ponad 2 tysiącach placówek. W trakcie badania odkryto, że na każde 10 funduszy, które oferował pracodawca, liczba biorących udział pracowników spadała o 2%. Przy 50 funduszach do wyboru 10% mniej osób odkładało na emeryturę.

Schwartz podsumowuje to: zbyt duży wybór zamiast wyzwalać – paraliżuje. Decyzja o wyborze funduszu emerytalnego jest tak ważna, że chcemy dokonać jej najlepiej jak potrafimy. Mając jednak do wyboru tak wiele opcji, popadamy w marazm.

Podobnie w każdej innej dziedzinie naszego życia. Gdy mamy zbyt duże pole do manewru – zamarzamy w bezruchu. Nie wiedząc co wybrać, nie wybieramy niczego. Jesteśmy obezwładnieni przez obfitość możliwości.

Z drugiej strony, nieograniczone możliwości na przykład kupienia butów, powodują olbrzymi wzrost oczekiwań, a przez to drastycznie maleje satysfakcja z dokonanego wyboru.

Zbawcze ograniczenia

Ograniczenia pozwalają nam rosnąć. Dają punkt zaczepienia wokół którego możemy budować, stymulują kreatywność. Dlaczego? Bo zmuszają nas do myślenia.

Za każdym razem, gdy musisz przezwyciężyć pewne przeciwności losu, wspinasz się na wyżyny swoich możliwości. James Clear podaje dobry przykład. Fotograf który wychodzi w plener z tylko jednym obiektywem, znajdzie więcej sposobów jego wykorzystania i kadrów na doskonałe zdjęcia, niż osoba z czterema obiektywami, dobierająca je do scen.

Ograniczenia działają stymulująco, prowokują do sięgania głębiej i szukania unikalnych rozwiązań.

Tuż po drugiej wojnie światowej Japonia była zrujnowana. Dwie bomby atomowe, przegrana na wszystkich frontach, uwłaczające traktaty pokojowe i olbrzymie odszkodowania wojenne całkowicie zniszczyły gospodarkę.

Na tych gruzach powstała jednak Toyota. Ze względu na ograniczone ilości zasobów i bardzo niskie płace, pracownicy Toyoty musieli opracować samochód, który będzie bardzo tani w produkcji i niezawodny, aby Japończycy nie bali się go kupować. Dzięki tym ograniczeniom udało im się zbudować jedną z największych firm motoryzacyjnych świata, znaną ze swojej niezawodności i przynoszącej olbrzymie zyski.

Jak dobrze ograniczać

Jak wykorzystać moc ograniczeń w pracy zawodowej? Widzę tutaj kilka sposobów i dwa kierunki działania.

Po pierwsze, możesz pracować ograniczeniami jako osoba zlecająca projekt. Zbyt często pojawiają się klienci, którzy do tego stopnia nie wiedzą czego chcą, że potrafią powiedzieć „potrzebuję kreatywnej reklamy”. Byłem nawet świadkiem takiej sytuacji.

Pamiętaj o tym następnym razem gdy będziesz zlecać komuś pracę. Zbyt szczegółowy brief spowoduje, że zespół będzie się czuł jak wykonawca, a nie twórca. Z drugiej strony, zbyt ogólny i obojętny brief, nie da zespołowi żadnego punktu zaczepienia i przytłoczy ich ilością możliwości.

Inspiruj swoich pracowników. Rzuć im wyzwania w których będą mogli rozwinąć skrzydła.

Żeby ubrać wytyczne w odpowiednie słowa sam będziesz musiał trochę nad nimi popracować. Nie bój się jednak tej odrobiny pracy. Wysiłek się opłaci bo dostaniesz pracę, która bardziej spełnia Twoje wymagania. Opłaci się też zespołowi, który będzie wiedział dokładnie z czym ma pracować.

Punkt zaczepienia

Po drugie, jesteś Ty jako twórca lub konsultant, który musi zaproponować rozwiązanie jakiegoś problemu. Być może właśnie walczysz z jakimś zbyt ogólnym zleceniem lub utknąłeś w martwym punkcie. Co zrobić żeby pójść dalej? Możesz skorzystać z jednego z moich ulubionych ćwiczeń.

Rozejrzyj się po pokoju i znajdź jakiś przedmiot. Nie szukaj jednak zbyt długo, wybierz to, co pierwsze przykuje Twoją uwagę. To może być wieszak, kubek, lustro albo szafka. Teraz uczyń to rozwiązaniem swojego problemu.

Jeżeli pracowałeś nad wprowadzeniem z powrotem do sklepów Magic Starsów (o czym wspominałem w poprzednim wpisie), a w oko wpadłby Ci zszywacz, dobrym pomysłem na promocję mogłoby być przyszycie paczek czekoladek do czoła kilku dzieciaków w szkole. Mało realny pomysł, a szkoda, bo wieść szybko by się rozeszła.

Pamiętaj jednak, że wymyślając pomysły musisz iść na całość. Nie przejmuj się prawami fizyki ani wykonalnością poszczególnych pomysłów. Te najdziksze będą inspiracją do rozważniejszych, opierając się na nich stworzysz coś oryginalnego. Najważniejsze jest zacząć i otworzyć worek z pomysłami.

Odrzuć narzędzia

Niezależnie czym się zajmujesz zawsze możesz tak jak Dr. Seuss – ograniczyć ilość narzędzi, które masz do dyspozycji. Pomyśl, że masz tylko jedną stronę w gazecie, jeden tweet lub 100 złotych na realizację. Narzuć sobie ograniczenia, a od razu poczujesz przypływ inspiracji. Później możesz oczywiście złamać te zasady, chodzi tylko o dobry start.

Sam pamiętam jeden z takich momentów. Pod koniec 2013 roku mieszkałem przez kilka miesięcy w Walencji. Postanowiłem dorobić sobie trochę pieniędzy sprzedając obrazy na ulicy. Stać mnie jednak było tylko na dwa pędzle, trzy małe płótna i pięć farb. W porównaniu z 20 pędzlami i około 30 farbami w domu, było to naprawdę niewiele.

Wspominam to jednak jako jeden z moich najprzyjemniejszych okresów twórczych. Ograniczone zasoby zaprowadziły mnie do używania narzędzi, o których nie pomyślałbym wcześniej. Poniżej dwa przykłady tego co zrobiłem. Na pierwszym z nich wykorzystana jest folia aluminiowa jako element płaszczyzny, a tworząc drugi używałem foli śniadaniowej jako sposób nakładania farby.

obrazy

Embrace the shake

Jest jednak coś dużo ważniejszego. Każdy z nas jest w pewnym stopniu ograniczony. Coś potrafimy, a czegoś nie, jedne rzeczy przychodzą nam łatwo, inne trudniej. Są zasoby do których mamy dostęp i takie, które są poza naszym zasięgiem.

To dobrze.

Te podstawowe ograniczenia nadają nam formę z której możemy wyrosnąć.

Phil Hansen, zawsze chciał zostać artystą. Fascynował się rysunkiem, szczególnie układaniem obrazów z małych kropek. W szkole średniej okazało się, że ma problemy neurologiczne. Jego ręka zaczęła się trząść. Już wkrótce z kropek powstały kreski, a im bardziej starał się zapanować nad drżeniem, tym więcej komplikacji się pojawiało. Sfrustrowany porzucił sztukę całkowicie.

Nie mógł jednak wytrzymać bez tworzenia i po trzech latach odwiedził neurologa, żeby dowiedzieć się, iż ma trwałe uszkodzenie nerwów. Lekarz spojrzał na niego, na jego trzęsącą się rękę i powiedział „Well, why don’t you just embrace the shake?” „Cóż, dlaczego po prostu nie ujarzmisz drgań?”

Hansen, zdał sobie sprawę, że to, co może zniszczyć jego pracę w małej skali, nie będzie miało żadnego znaczenia na większym formacie. Wtedy też powstały jedne z jego najbardziej istotnych prac.

BruceLee-696x696

Źródło: philinthecircle.com

Bruce Lee (powyżej) został namalowany przy pomocy jednej farby nanoszonej na ścianę „ciosami karate”.

Innym przykładem może być A Moment obraz stworzony na obrotowym płótnie po zapisaniu 629 historii, opowiadających o istotnych momentach życia, przypadkowych przechodniów.

a_moment-695x1067Źródło: philinthecircle.com

Phil Hansen mówi, „we need to first be limited in order to become limitless”.

Esencja

Richard Ford, znany pisarz i zdobywca nagrody Pulitzera, jest dyslektykiem. W szkole ledwo udawało mu się przechodzić z klasy do klasy ze względu na bardzo wolne tempo czytania. Do dnia dzisiejszego nie jest w stanie czytać w myślach szybciej, niż robi to na głos.

Mogłoby się wydawać, że to kiepski materiał na pisarza.

Ford przyznaje jednak, że w momencie w którym pogodził się z tym jak wolno idzie mu czytanie, zaczął zauważać to, co często nam umyka gdy przelatujemy po stronach jak burza. Zaczął zwracać uwagę na słowa, na ich brzmienie, na układ zdania i na to jak łamią się akapity. Dzięki tej wiedzy i wrażliwości której nabrał, łatwiej było mu później budować pięknie brzmiące zdania. Ford nie musiał przezwyciężyć dysleksji, musiał nauczyć się wykorzystywać jej naturalne ograniczenia.

Każdy z nas ma ograniczenia. Zamiast jednak martwić się tym, że coś jest poza naszym zasięgiem lub użalać się, że inni są bardziej utalentowani, powinniśmy zaakceptować nasze ograniczenia i nauczyć się z nimi pracować.

Potraktujmy je jako na trampolinę, z której odbijemy się w nowe przestrzenie kreatywności.

Pamiętasz sytuację, w której ograniczenia zainspirowały Cię do kreatywnych pomysłów?

A może zmieniłeś swoje życie wykorzystując swoje unikalne zdolności?

Powiedź mi proszę co myślisz w komentarzu poniżej!

F.

* Obraz tytułowy Lauren Tucker