2223379186_55595c632c_b

Często od tego, co pozwala ci się rozwinąć, ważniejsze jest to, co ściąga cię w dół.

Tak było w połowie XVIII, gdy wynaleziono maszyny tkackie produkujące materiał na dużą skalę. Ograniczone moce przerobowe ludzkich rąk nie pozwalały na przyśpieszenie produkcji. Już wkrótce w szwalniach i magazynach zaczęły zalegać tony materiału gotowego do przerobienia na mundury, suknie i sztandary, ale produkcja nie posuwała się do przodu.

Przez długi czas starano się zmechanizować proces szycia. Większość wynalazców próbowała imitować ruch ręki, który charakteryzuje się tym, że w całości przeprowadza igłę przez materiał. To jednak nie zdawało egzaminu. Maszyny rozpadały się, szwy były nietrwałe, a materiał czekał.

Przyjmuje się, że przełomu dokonał Charles Frederick Wiesenthal, który pomyślał inaczej. Inaczej w tym przypadku oznaczało odwrotnie. Wiesenthal zmienił położenie oczka, przez które przechodzi nić, i przesunął je ze szczytu na spód igły. Dzięki temu igła nie musiała przechodzić całkowicie przez materiał i mogła być trwale przymocowana do mechanicznego tłoku.

Ta drobna zmiana zrewolucjonizowała myślenie konstruktorów i już wkrótce powstał słynny model Singera.

Kreatywna zmiana tradycji

Historia maszyny do szycia to historia szukania rozwiązania palącego problemu. Myśleć odwrotnie można jednak nie tylko w trakcie zmian, ale również tam, gdzie zasady wydawały się od dawna określone.

Choć teraz piankowe materace są standardem w większości domów, w latach 60 dopiero wprowadzano je do użytku codziennego. Oregon State University był jedną z pierwszych szkół wyższych w regionie, który zastąpił matę do skoku wzwyż wypełnioną zrębkami trocin bezpiecznym piankowym materacem. Nic jednak nie zapowiadało zmian, dopóki Dick Fosbury, zmuszony uczestniczyć w letnich zajęciach sportowych, nie zobaczył w tym swojej życiowej szansy.

Dotychczas skoczkowie wzwyż stosowali tak zwaną technikę przerzutową. Polegała ona na wybiciu się przodem do drążka, zrobieniu nogami nożyc i wylądowaniu pewnie na ziemi. To jednak miało się wkrótce zmienić.

Gdy w 1968 roku na Igrzyskach Olimpijskich w Meksyku Dick Fosbury po wyskoku obrócił się plecami do drążka, świat wstrzymał oddech.

Fosbury wywrócił świat skoków wzwyż, dosłownie, do góry nogami. Tego dnia nie tylko wygrał złoty medal, ale również ustanowił nowy rekord na wysokości 224 cm. W ciągu zaledwie kilku miesięcy „Fosbury Flop” stał się standardem w świecie skoków i już żaden kolejny rekord nie został ustanowiony inną techniką

dick-fosbury-mexico-city-high-jump

(Źródło: Międzynarodowy Komitet Olimpijski)

Ta historia ma drugie dno, już wkrótce o nim napiszę.

Kreatywne szukanie pracy

Szukanie pracy to nużące i niewdzięczne zadanie. Googlowanie własnego nazwiska w poszukiwaniu newsów to jednak coś zupełnie innego. Alec Brownstein postanowił odwrócić zasady gry i pozwolić pracy znaleźć siebie.

Brownstein miał wtedy dwadzieścia osiem lat i był copywriterem pracującym na mało wymagającym stanowisku w jednej z sieciowych agencji marketingowych, która nie dawała mu żadnych szans na wybicie się do pierwszej ligi reklamy.

Bezskutecznie próbował zwrócić na siebie uwagę najważniejszych dyrektorów kreatywnych Nowego Jorku, gdy pewnego dnia szukając o nich informacji doznał olśnienia.

Zazwyczaj, niezależnie od tego co wpiszemy w Google, na pierwszym miejscu pojawi się jakaś reklama przypisana do tego hasła. Brownstein zauważył jednak, że nazwiska wybitnych dyrektorów kreatywnych są wciąż niezagospodarowane. Pomyślał, że skoro on „googluje” siebie – jak przyznał kiedyś, „zawstydzająco często” – oni pewnie robią to samo.

Za sześć dolarów wykupił więc reklamy przyporządkowane do nazwisk 5 dyrektorów kreatywnych. Napis na reklamie brzmiał, „Hey, [creative director’s name]: Goooogling yourself is a lot of fun. Hiring me is fun, too” (Cześć, [dyrektorze kreatywny] Googlowanie siebie jest bardzo fajne. Zatrudnienie mnie jest równie fajne). Link w reklamie prowadził do strony internetowej z jego portfolio.

W ciągu kilku miesięcy dostał zaproszenie na rozmowę kwalifikacyjną od czterech dyrektorów kreatywnych. Dwóch złożyło mu propozycję pracy i ostatecznie został zatrudniony przez Y&R New York – legendarny butik kreatywny.

Kreatywne łączenie dziedzin

Niekiedy pomyśleć inaczej można nie o samym rozwiązaniu, a o miejscu szukania pomocy. Bardzo często planując rozwój w swojej niszy zamykamy się w kręgu branżowych blogów, mediów i ludzi. Dzięki temu jesteśmy na bieżąco ze wszystkimi drobnymi nowościami, ale jest mało prawdopodobne, że doprowadzi to do istotnych zmian.

Z historii wiemy jednak, że niektóre najważniejsze wynalazki – takie jak druk, komputer czy prezerwatywy nawilżające – powstały właśnie przez połączenie znanych rozwiązań, ale z różnych dziedzin.

W latach dziewięćdziesiątych w Great Ormond Street Hospital for Children (GOSH) starano się poprawić procedury towarzyszące operacjom i przyjmowaniu pacjentów na oddziale intensywnej terapii. Chaotyczność działań, niedoskonała organizacja i problemy w przekazywaniu narzędzi sprawiały, że więcej niż wskazywałyby na to obrażenia pacjentów operacji kończyło się niepowodzeniem.

Profesor Marc de Leval, szef zespołu pracującego nad tym problemem, postanowił więc szukać inspiracji poza swoją branżą. Ostatecznie o pomoc w rozwiązaniu problemu zwrócił się do…

… wait for it…

… zespołu Formuły 1 Ferrari!

De Leval, zafascynowany tym, jak zespół Ferrari w trakcie pit stopu w ciągu zaledwie kilku sekund jest w stanie zmienić cztery opony, zatankować bolid do pełna i usunąć podstawowe usterki, postanowił zwrócić się do nich po pomoc przy tworzeniu nowych procedur w trakcie operacji.

W efekcie zespół szpitalny został przeszkolony przez zawodowców, po czym wprowadził zasady panujące w pit stopie do sali operacyjnej. Zaczęto na przykład mapować wszystkie zadania, mierzyć czas ich trwania, oraz identyfikować kluczowe decyzje w taki sposób, by zminimalizować potrzebę konwersacji w trakcie operacji.

Dzięki zmianom w procedurze inspirowanym przez Ferrari udało się zmniejszyć liczbę błędów technicznych o 42%, a liczbę pomyłek wynikających z błędnej informacji o 49%.

Nic z tego jednak by się nie wydarzyło, gdyby pracownicy Great Ormond Street Hospital for Children woleli kurczowo trzymać się tego, co już znali.

Kreatywne odzyskanie niepodległości

Kreatywność to jednak nie tylko techniczne innowacje, wynalazki czy wygrane konkursy w reklamie.

Kreatywność – lub jej brak – przejawia się we wszystkim w drobnych czynnością życia codziennego. Żeby to udowodnić pokażę ci, że myśląc odwrotnie można nawet odzyskać niepodległość.

Być może już się domyślasz?

Rok 1947 – czy coś świta?

A święte krowy?

Aha, o tym właśnie mówię!

Przez prawie sto lat Hindusi próbowali wyzwolić się z okupacji Imperium Brytyjskiego. Bezskutecznie, za to krwawo i brutalnie. Na początku lat czterdziestych poprzedniego wieku Mahatma Gandhi pomyślał odwrotnie, reszta jest już historią.

Esencja

Geshe Thupten Jinpa, który był tłumaczem Dalai Lamy przez ponad dwadzieścia lat powiedział kiedyś, że w języku tybetańskim nie istnieje słowo „kreatywność”, czy „bycie kreatywnym”. Jego najbliższym odpowiednikiem jest słowo „naturalny”.

Chciałbym, żeby o tym był ten blog.

Jeżeli myślisz, że nie jesteś kreatywny, pokażę ci, że jest inaczej.

Jeśli myślisz, że nie potrzebujesz kreatywności w swojej pracy, pokażę ci, jakie daje możliwości.

Jeżeli myślisz, że jesteś kreatywny i masz głowę pełną pomysłów, może pomogę ci pójść dalej.

Czasem napiszę krótko i na temat. Czasem rozwlekę się w teorii.

Czasem będzie po ludzku, a czasem patetycznie.

Czasem będą ćwiczenia i techniki, czasem tylko inspiracje.

Niezależnie jednak od wszystkiego, co wtorek pojawi się coś nowego.

 

Zaciekawiły cię te historie? A może znasz jakieś inne, które warto przytoczyć?

Powiedz mi proszę co myślisz w komentarzu poniżej!

F.

*zdjęcie na głównej: flickr.com